2020-12-31

Otwarci ku przyszłości

 

Prezes Zarządu KSM:

mgr Krystyna Piasecka

 

Szanowni państwo! Nie jestem osobą przesądną, ale ten bieżący, przestępny rok zaiste raczej nie był pomyślny. Groźny wirus SARS-CoV-2 pojawił się wprawdzie w dalekich Chinach już w grudniu 2019 roku, ale pandemią COVID-19 zniewolił ludzkość dopiero w roku 2020. Wszyscy to w jakimś stopniu odczuliśmy, wszak chorujący są w naszym bliższym lub dalszym otoczeniu, a nadto codziennie i całodobowo uzyskujemy przez media stosowne komunikaty o rozmiarach pandemii w kraju i na świecie, o kolejnych państwowych ograniczeniach i restrykcjach za ich nieprzestrzeganie (celem ich jest przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu się epidemii), itp.


Znaleźliśmy się niejako w pułapce. Mieszkania nasze – z miejsca odpoczynku i radości rodzinnej – stały się lokum zbliżonym do więzienia. Nie mają krat, ale i tak rzadko kiedy z nich wychodzimy, jeśli nie musimy iść do pracy (tej, jaka jeszcze nie może być wykonywana zdalnie) lub gdzieś – za naprawdę ważnymi, życiowymi potrzebami.


Nasze własne kontakty – z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi i wszelakimi instytucjami, z tak szczególnie ważną w tych trudnych czasach służbą zdrowia, z przedsiębiorstwami, firmami handlowymi, zakładami usługowymi (z restauracjami włącznie), placówkami kultury, uczelniami i szkołami, ba nawet z obrzędami religijnymi – też stają się coraz bardziej i częściej tylko „zdalne". Gorycz istniejącej sytuacji na początku próbowaliśmy rozweselić przesyłanymi sobie żartobliwymi memami, jak to lekarz internista przez telefon osłuchuje pacjenta, chirurg instruuje chorego jak ma sobie samodzielnie wyciąć wyrostek robaczkowy, a dentysta udziela wskazówek jak samemu dokonać ekstrakcji zęba. Po dziesięciu miesiącach już to nie śmieszy. Przygnębia.


Świat w okamgnieniu się zmienił. Stało się oczywiste , że również w przyspieszonym tempie musi dojść do powszechnej cyfryzacji społeczeństwa. Komputery, laptopy, smartfony – a wszystko z wieloma programami i aplikacjami muszą stać się tak powszechne, jak sprzęty domowe: stół, krzesło, szafa, umywalka, piec, pralka, lodówka itd. Zaś korzystanie z nich zwyczajną, zrutynizowaną i normalną czynnością. O ile jednak do powszechnej umiejętności korzystania z wyposażenia mieszkania dorośli – uwzględniam tu każdy przedział wiekowy - dochodzili latami od wieku niemowlęcego poczynając (dotyczy to także obecnych maleństw, już w wózeczkach trzymających w rączkach smartfony i wyszukujących sobie bajeczki), o tyle „skok do komputeryzacji i informatyzacji" jest na dziś dla wielu ludzi, (zwłaszcza w tych latach zdecydowanie senioralnych), wyczynem na miarę niemal „salto mortale" znanym z popisów cyrkowych.


Tyle, że tutaj nie o widmie śmiertelnego wydarzenia mowa, ale o trudnym do przezwyciężenia strachu przed nowościami, nieznajomością ich funkcjonowania, o barierze percepcji i o zaporze cenowej. Taką właśnie sytuację obserwujemy w Spółdzielni między innymi w kontaktach z owymi „za wcześnie urodzonymi" – i dlatego z racji wieku i swej niezamożności – wykluczonymi (oczywiście są wyjątki) z wielu dobrodziejstw cyfryzacji i techniki elektronicznej.


Pogłębienie stopnia cyfryzacji i przyspieszenie tego procesu jest także w Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej koniecznością. Hardware (sprzęt komputerowy i związane z nim urządzenia, jak: monitor, klawiatura, mysz sterująca, drukarka i inne) oraz software (oprogramowanie) sporo kosztują. Jednorazowy zakup nie wystarcza, bowiem w obu dziedzinach trwa nieustanny postęp i rozwój, z którym trudno się ścigać mając jednak po temu niestety ograniczone zasoby finansowe i materialne. Coraz to nowe umiejętności muszą przecież także nabywać ludzie – pracownicy, obecni i nowi – by nadążać z bieżącym poznawaniem i wykorzystywaniem istniejącej i wymagającej unowocześnienia „bazy", czyli coraz nowszych urządzeń i programów. Z kolei oprogramowanie wymaga nieustannej aktualizacji i uzupełnień dostosowawczych do wzrastających oczekiwań prawodawcy i na skutek następujących często (za często) w naszym życiu gospodarczym i społecznym zmian przepisów i wymogów, wymuszanych przez stanowiących prawo.


Dotyczy to zwłaszcza obligatoryjnie narzuconych kontaktach z różnymi instytucjami państwowymi, kontrolno-skarbowymi, podatkowymi, itp. Już teraz wszystkie najważniejsze działania Spółdzielni związane z jej finansami, podatkami czy wszelką sprawozdawczością prowadzone są wyłącznie drogą elektroniczną. Ustawodawca z tytułu swoich umocowań prawnych co pewien czas stawia wszystkie podmioty gospodarcze w kraju – w tym i spółdzielnie mieszkaniowe – przed nieodwołalnym wymogiem, by od dnia tego i tego kolejna czynność była realizowana tylko drogą elektroniczną. Nie pyta, czy dana firma, jednostka organizacyjna, ma odpowiedni sprzęt, program i wykwalifikowaną pod tym kątem obsługę. Nie pyta, czy ma na to pieniądze. Ma być tak i tak wykonane. A jeśli nie – to przewidziane są dotkliwe kary. Można wprawdzie powierzyć takie usługi (jednak na własną odpowiedzialność) innym zewnętrznym, wyspecjalizowanym jednostkom, które w – tym to właśnie celu powstają – ale są one kosztowne, wysoko odpłatne, a na dodatek i tak odpowiedzialność za ich pracę (ewentualne błędy) ponosi zleceniodawca.


KSM posiada własne służby informatyczne, co jest tańsze. No i dzięki temu od lat wewnętrzne funkcjonowanie naszej Spółdzielni pod względem cyfryzacji podlega na bieżąco tym nieustannie zmieniającym się regułom. Bez tego nie podołalibyśmy bieżącym zadaniom przedsiębiorstwa korporacyjnego (z uwagi na setki tysięcy czynności operacyjnych, szeroką bazę danych oraz rozbudowane i uszczegółowione systemy informacyjne). W ślad za tym także komunikowanie się z członkami Spółdzielni za pomocą narzędzi informatycznych nabiera coraz szerszego zakresu. Ale przed nami wciąż jeszcze dalsze, trudne i niestety również kosztowne wyzwania i zamierzenia w tym względzie – zbieżne jednak z oczekiwaniami i postulatami wielu członków. W trakcie zaawansowanych przygotowań do powszechnego wdrożenia jest aktualnie wiele elementów, ale ich szczegółowa i pełna prezentacja teraz jest jeszcze zbyt wczesna. Każdorazowo, wycinkowe informacje na ten temat są bieżąco sygnalizowane w publikacjach poszczególnych członków Zarządu, dyrekcji czy Rady Nadzorczej. Powszechne wprowadzanie programów wymaga też uprzedniego ich przetestowania, co już sukcesywnie się dzieje. Wiadomo przecież, że jakkolwiek Spółdzielnia jest jednym podmiotem, to członków posiada niemal 20 tysięcy, i co najmniej tyleż musi w najbliższej przyszłości zostać (jednocześnie!) uruchomionych bezpiecznych oraz niezawodnych dostępów elektronicznych, jako że mamy też do czynienia z licznymi partnerami gospodarczymi, instytucjonalnymi, itd.


Ci z Państwa, którzy korzystają z dobrodziejstw cyfryzacji, wiedzą z autopsji o zagrożeniach jakie ona niesie. Nie chodzi mi tutaj o hejterów obyczajowych czy politycznych. Mam na myśli crackerów czyhających na sposobność włamania się do wewnętrznego systemu firmy, do jej kont bankowych, a także do kont indywidualnych osób.


Zabezpieczenie przed takimi zdarzeniami wymaga oprócz wysokiej klasy kadry fachowców, także ubezpieczenia się od wszelkich negatywnych skutków. To następny element kosztowy, który w przyszłości nas obciąży, na pewno w wymiarze większym niż obecnie występował. Stąd dalsza cyfryzacja jest dla Spółdzielni zadaniem długodystansowym, etapowym, a nie sprinterskim – na co zwracam uwagę, prosząc o wyrozumiałość tych wszystkich spośród Państwa, którym wydaje się iż proces ten trwa w KSM za długo.


Dokumentacja prowadzona w Spółdzielni i jej zewnętrzne kontakty – mimo postępującej cyfryzacji – w formie papierowej jeszcze dość długo nie znikną, jako, że taka forma nadal jest preferowana w obowiązujących w Polsce rozwiązaniach legislacyjnych. Muszą zatem równolegle istnieć oba równoprawne systemy. Przykładem odchodzenia od dokumentacji papierowej ku elektronicznej jest wprowadzana już u nas od paru lat „rezygnacja" z papierowych książeczek opłat za mieszkania. Po dobrowolnej, pisemnej deklaracji – dany członek KSM może dokonywać swoich rozliczeń ze Spółdzielnią elektronicznie.


Jednak z tej możliwości, jak dotąd, korzysta tylko mniejszość ogółu członków. Dowodzi to, m.in. że nie dość szybki proces cyfryzacji w tej nieskomplikowanej czynności – posiada hamulec nie tyle w poczynaniach Spółdzielni, co w „znajdujących się" istotnych barierach, leżących wg naszej oceny po stronie przeważającej grupy naszych członków. Trzeba o tym wiedzieć i rozumieć, że przyczyny tego są osobiste i przeróżne. Mogą wynikać np. z nieposiadania po temu dostatecznych środków materialnych lub z uważania wydatków na ten cel za zbędne, braku dostatecznych umiejętności, a może i chęci, by przejść do świata techniki XXI wieku. Warunkiem członkostwa Spółdzielni nigdy nie było i być nie może, posiadanie takich czy innych urządzeń w swoim prywatnym gospodarstwie domowym. Cel przynależności do Spółdzielni zawsze był inny i nie ma przymusu, by angażować się w proces cyfryzacyjny. Zbudowanie warunków upowszechnienia dostępności do zdobyczy technicznych ułatwiających poprzez cyfryzację życie codzienne wielu osobom „wykluczonym" zapewnione być powinno przez Państwo, np. w formie zadań dedykowanych.


Jednak nim tak się stanie – przyjmując z pokorą do wiadomości skrajne opinie niektórych osób o potrzebie działań Spółdzielni (cytaty): „dość papierologii", „wszystko tylko przez internet" lub „sprzeciwiam się tej elektronizacji" – to jednak musimy i będziemy postępować z rozwagą, dając każdemu członkowi taką możliwość kontaktowania się z administracją Spółdzielni, jaką uznaje za stosowną dla siebie. Tej podwójności poczynań, o czym wspomniałam, wymagają obowiązujące nadal przepisy prawa i praktyka życia codziennego, wbrew którym Spółdzielnia nie może działać, by uczynić zadość żądaniom (głównie najmłodszego) pokolenia spółdzielców, którego doskonałe umiejętności – w jak najszerzej pojętej cyfryzacji – wysoko cenimy.


Cyfryzacja to jedno z wyzwań nowoczesności. Towarzyszą jej inne wielkie zadania – np. fotowoltaika, czyli kolektory słoneczne na możliwie każdym dachu dużych, wielorodzinnych budynków. Spółdzielnia nasza zawsze była i nadal jest otwarta na wyzwania przyszłości, czemu już nieraz dawała wyraz w zrealizowanych, prekursorskich na naszym terenie, inicjatywach. By sprostać nowym wyzwaniom i potrzebom nie wystarczą jednak środki, jakie my mieszkańcy sami „wypracowujemy" poprzez nasze opłaty miesięczne za lokale. Pora najwyższa, by pieniądze – jakie z ogromnych funduszy Unii Europejskiej można wykorzystywać na cyfryzację i fotowoltaikę – były dostępne (w krajowym rozdzielnictwie grantów) także dla spółdzielców mieszkaniowych. Tej równości partnerskiej w rozwiązaniach rządowych na co dzień jakoś wyraźnie nie odczuwamy, mimo że przecież od zawsze partycypujemy w utrzymaniu naszego Państwa i jego agencji na równi z innymi podmiotami. Ponadto swoje potrzeby mieszkaniowe w decydującej mierze załatwiamy we własnym zakresie i za własne pieniądze (bo przecież zwrotne kredyty i pożyczki będące formą pomocy spłacamy z naddatkiem).


Odwlekałam pisanie swoich refleksji, ostatnich w tym niesamowitym 2020 roku. Przy natłoku niedobrych zdarzeń i przygnębiających wiadomości wyczekiwałam na coś dobrego, optymistycznego, z nutą radości, by bez żalu rozstając się z odchodzącym rokiem, za to z nadzieją na lepsze dni, witać się z przybywającym Nowym 2021 Rokiem. I stało się.


Zapamiętaliście Państwo początek epidemii? Według upowszechnionych informacji ustalonych przez Chińską Komisję Zdrowia, 10 grudnia 2019 roku 57-letnia Wei Guixian, sprzedawczyni krewetek na targu z owocami morza w Wuhan, podczas pracy poczuła zimne dreszcze, które przypominały objawy grypy. Zgłosiła się do lokalnej kliniki, otrzymała zastrzyk, a następnie wróciła na targ. Niczego nieświadoma zaczęła zarażać inne osoby wirusem, który w ciągu kolejnych miesięcy wpłynął na funkcjonowanie całego świata. Pani Guixian 16 grudnia trafiła do największego szpitala w Wuhan. Tam dowiedziała się o podobnych przypadkach zakażeń. Kobiecie udało się pokonać chorobę i w styczniu 2020 roku wyszła ze szpitala.


Równo rok po tym zdarzeniu – z już blisko 80 milionami zakażeń koronawirusem SARS-CoV-2 na całym globie i 1,8 mln zmarłych – zawitała wielka nadzieja. 8 grudnia 2020 roku Wielka Brytania, w szpitalu uniwersyteckim w Coventry w Anglii, jako pierwsza na świecie, oficjalnie przystąpiła do szczepień przeciw Covid-19 szczepionką firm Pfizer-BioNTech (przypominam jednym, a informuję innych, że założona w 1849 roku przez niemieckich emigrantów w USA firma Pfizer produkuje szczepionkę opracowaną w Niemczech przez firmę BioNTech, założoną w 2008 roku przez emigrantów tureckich – zaś czynię to, aby wskazać na rolę emigrantów w dziejach świata).


Pierwszą zaszczepioną osobą była Margaret Keenan z Irlandii Północnej na tydzień przed swoimi 91-urodzinami. Ale sensację wzbudzał drugi z grona szczepionych osób 81-letni William Shakespeare z Warwickshire (zwący się identycznie, jak genialny dramaturg wszechczasów, który także pochodził z hrabstwa Warwickhire, z miasta Straford-on-Avon).


Cóż, ten Wielki Szekspir za swego życia też przeżył trwający trzy lata czas straszliwej zarazy, której echo badacze literatury odnajdują w jego późniejszej twórczości. Szczepionka Pfizer-BioNTech jest nadzieją, że i my naszą pandemię pokonamy. Rząd informuje, że szczepienia w Polsce rozpoczną się już w styczniu. W Nowym Roku! Zapowiada się zatem dobrze. Cieszmy się tą nadzieją. Będzie lepiej. Niech – jak gwiazda betlejemska – zwiastuje nam Dobrą Nowinę. Zdrowia i pomyślności dla Wszystkich! Pogodnych świąt! Do Siego Roku!

 

Z poważaniem
KRYSTYNA PIASECKA



     

 
 
Wiadomości


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.
Więcej informacji: Polityka prywatności (Cookies-RODO)