2014-09-11

Prezes Zarządu KSM:

mgr Krystyna Piasecka

 

Drodzy Państwo, Swoje refleksje rozpoczynam tym razem od słów naszego, już Wielkiego Klasyka: – „nie chcę ale muszę". Nie chcę, bo już wielokroć o tym pisałam, więc można by uznać, że temat jest oklepany, ale życie dyktuje potrzebę taką, iż znowu muszę wracać do poruszanych wcześniej kwestii, bo... albo następują tak znaczne zmiany w składzie osobowym mieszkańców, że „nowi" prawdopodobnie po prostu „nie wiedzą", albo też publikowane w naszej KSM-owskiej gazecie treści tak szybko są zapominane (lub w swoim czasie nie były doczytane), iż starsi stażem zamieszkiwania (umownie, a nie dosłownie „starzy") także postępują, jakby „Ameryka była odkrywana na nowo". Muszę więc się powtórzyć, prosząc o wybaczenie wszystkich tych, których temat nie dotyczy lub jest im znany aż nadto.

 

Od kilku lat, szczególnie chyba od sławetnej nowelizacji ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych dokonanej w 2007 roku, a która w potocznej mowie przeszła do historii jako „ustawa uwłaszczeniowa", obserwować można wzrost zainteresowania P.T. spółdzielców i innych mieszkańców (bo nie wszyscy są i być nie muszą członkami Spółdzielni) najróżniejszymi kwestiami natury prawnej związanymi z istnieniem i funkcjonowaniem spółdzielczości mieszkaniowej w ogóle, a naszej Spółdzielni w szczególności, co samo w sobie jest zjawiskiem pozytywnym i godnym. Zatem coraz powszechniej przy okazji wielu spraw z jakimi mieszkańcy zwracają się tak do Zarządu, jak i do innych organów samorządowych Spółdzielni, padają pytania i sformułowania w rodzaju: – „a na jakiej podstawie prawnej tak się dzieje?", „z czego wynika prawo Spółdzielni do takiego a nie innego działania?", „czym uzasadnicie podjęcie, lub też rzekomy brak możliwości podjęcia, (jakichś) żądanych lub postulowanych działań?", „kto wam dał do tego prawo?", itp. Ta dociekliwość jest ze wszech miar zasadną – bo znajomość reguł postępowania jest przecież niezbędna dla prawidłowego poruszania się we współczesnej rzeczywistości i dla funkcjonowania w określonej zbiorowości społecznej.

 

Wpierw uwaga wstępna – Spółdzielnia stara się, by we wszelkich pismach kierowanych przez nią do członków i mieszkańców, gdy dotyczą one jakichkolwiek kwestii natury prawnej, zawsze, ale to zawsze, była podawana podstawa prawna. To kanon naszego postępowania. Jeśli powołujemy się na ustawę, statut czy regulamin – to oczywiście najczęściej nie cytujemy tego aktu prawnego, a jedynie podajemy jego nazwę i określony artykuł, paragraf, ustęp, punkt. Zakładamy po pierwsze znajomość prawa przez osobę, do której piszemy, a po wtóre jej zaufanie do nas, iż podajemy rzetelne podstawy prawne.

 

Zgoła inaczej bywa w korespondencji kierowanej do Spółdzielni. Autorzy w swej znakomitej większości z reguły nie podają żadnych podstaw prawnych – stąd tak liczne wyżej wspomniane pytania. Ale też bywa – głównie w pismach o tematyce roszczeniowej, że szermują (często w zacietrzewieniu) ogólnikami i słowami w rodzaju „a w ustawie (albo „w przepisach") jest inaczej – sprawdźcie to sobie, bo macie radców prawnych". No i gdzie, w jakiej ustawie i jakich potwierdzeń słuszności i oczekiwań takich respondentów tego, że „jest inaczej", mają radcy prawni szukać? Trudno od zaraz cokolwiek wyjaśniać, skoro wpierw trzeba dopytywać o to, co piszący miał konkretnie na myśli. I wówczas najczęściej autor/autorka już nie kontynuuje rozpoczętej demagogicznie korespondencji, bo ową ustawę najprawdopodobniej sam sobie stworzył...

 

Sądzę, że z tej kategorii pism kierowanych do Spółdzielni, to tak z 80-90% mogłoby nie zaistnieć, gdyby autorzy pofatygowali się, by wprzódy zapoznać się z powszechnie dostępnymi (np. na stronach internetowych) tekstami takich ustaw jak - odpowiednio - Prawo Spółdzielcze (Dz. U. z 4. 12. 2013., poz. 1443) czy Ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych (Dz. U. z 17. 10. 2013., poz. 1222), a także z obowiązującymi w Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej wewnętrznymi aktami prawnymi (zamieszczanymi na stronie internetowej www.ksm.katowice.pl oraz zawsze – od prawie ćwierć wieku – na początku obowiązywania dostarczanymi członkom w wersji drukowanej, w formie wkładek do „Wspólnych Spraw"), a w szczególności Statutem (aktualnym od 14.06.2011.) i regulaminami szczegółowymi. Ową dążność do poznawania prawa uważam za rzecz naturalną, społecznie pożądaną, zwłaszcza w społeczeństwie obywatelskim, które jest naszym ideałem.

 

Niestety, by być konsekwentnym w dociekaniu podstaw prawnych wszelkich działań Spółdzielni, zacząć trzeba od lektury podanych tu ustaw i dokumentów spółdzielczych. Inaczej się nie da. I o to tylko (aż o to!) uprzejmie proszę tych wszystkich, którzy imiennie tak z administracją, jak i z samorządem spółdzielczym korespondują. Rodzi się przy tym – nienowy przecież pomysł – by np. przysyłać pytania – jeśli są ogólniejszej natury, do Spółdzielni, a my będziemy się starać odpowiadać na nie, np. raz na kwartał, na łamach tejże gazety. Co Państwo na to?

 

Kolejną kategorią pism kierowanych do Spółdzielni są różnego rodzaju uwagi, petycje, wnioski, protesty itp. opatrzone najczęściej podpisami kilku lub kilkunastu osób – co ma wskazywać, iż nie jest to zdanie, czy oczekiwanie, odosobnione. Zdarzają się wszelako pisma, gdzie podpisy nie są złożone bezpośrednio pod ich treścią, ale na dołączonych listach podpisów. Bywa, że listy te są w formie kserokopii. I zdarza się – co porównawczo musimy każdorazowo kontrolować, że identyczne ksero z zestawem tych samych podpisów jest dołączane do kolejnych różnych w treści spraw „podsyłanych" Spółdzielni. Jak już nieraz pokazało życie załączniki złożone z tych samych list funkcjonują wielokrotnie, służąc różnym wnioskom i żądaniom – najczęściej już bez wiedzy i woli podpisanych na „liście" osób. Raz przygotowana, najczęściej bez wyraźnych cech identyfikacyjnych lista, w jakiejś konkretnej sprawie, występuje ponownie w zupełnie innej kwestii, niekoniecznie za wiedzą tam podpisanych (i wierzcie Państwo, proszę, że nie są to gołosłowne stwierdzenia). Szkoda, że osoby „coś i kiedyś" podpisujące – uznając to za słuszne lub celowe – nie zadbały, by swego autografu nie składać na jakiejś tam kartce, nie opatrzonej precyzyjnym nagłówkiem czego lista podpisów dotyczy lub też nie opatrzyły swego podpisu datą.

 

Tego typu „zbiorówki" rodzą uzasadnione podejrzenia i potwierdzające się niestety, że nie są one rzeczywistym wyrazem stanowiska jakiejś grupy mieszkańców (nieświadomych niczego ludzi) służąc za parawan dla czyjegoś indywidualnego celu. I po co? Jeden wnioskodawca – np. autor pisma jest traktowany równie poważnie jak i więcej wnioskodawców – gdy działa w słusznej sprawie i w interesie społecznym.

 

Nadto niestety bywa – a wielokroć zostało to stwierdzone, że podpisy na „załącznikowych listach" bywają podpisami osób fikcyjnych, nie figurujących w żadnych zbiorach danych naszej Spółdzielni, które nie są  ani członkami KSM, ani nie mieszkają w naszych zasobach. No i co wtedy – jest prawdziwym czy wykoncypowanym tylko – takie „poparcie grupy spółdzielców" dla pewnego postulatu? Jak z takim „postulatem" postąpić – skoro de facto wnioskodawcy, wnioskodawców nie ma. Oczywiście nie ma i postulatu. Szczególnie ważne jest to wtedy, gdy problem dotyczy np. uwag do statutu czy regulaminów Spółdzielni. Wnioskodawcami w zakresie zmian podstawowych dokumentów funkcjonowania Spółdzielni mogą być tylko i jedynie członkowie Spółdzielni.

 

Bez względu na fakt zamieszkiwania w spółdzielczym budynku lub niezamieszkiwania (nawet jeśli jest się właścicielem lub najemcą mieszkania w domu KSM) nie ma się uprawnień do domagania się zmian w wewnątrzspółdzielczych regulacjach prawnych – np. w kwestii funduszów czy rozliczeń kosztów. To wyłączny przywilej członków należących do korporacji spółdzielczej (podobnie  np. nikt nie będący członkiem jakiejś spółki czy stowarzyszenia nie może uzurpować sobie praw do ustalania, czy zmieniania obowiązujących w tej spółce, stowarzyszeniu reguł prawnych). I nie zmienią tego rozsyłane do najróżniejszych instytucji i publikatorów oskarżenia, że „spółdzielnia nie liczy się ze stanowiskiem jej mieszkańca". Bo w konkretnym przypadku nie wystarczy zamieszkiwać w zasobach KSM, trzeba być członkiem organizacji spółdzielczej.

 

Zgoła inną kwestią są listy anonimowe. Zgodnie z obowiązującymi powszechnie zasadami anonimów się nie rejestruje i nie rozpatruje – dotyczy to też Spółdzielni. Informuję więc, że anonimów nie rozpatrujemy, skoro dane osobowe zawsze można skutecznie zastrzec. Prosimy więc (nie po raz pierwszy) o respektowanie zasady podpisu. Wprawdzie ukształtowana w ostatnich czasach niedobra praktyka zdaje się przeczyć tej zasadzie – gdy np. co raz to – za pośrednictwem publikatorów – dowiadujemy się, iż jednak anonimy (bardzo często o charakterze donosów, pomówień, oskarżeń) są podstawą do wszczynania określonych śledztw, postępowań dochodzeniowych, działań najróżniejszych służb i prokuratury.

 

W takiej to atmosferze także i do Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej od czasu do czasu docierają niepodpisane listy – ze skargami, doniesieniami, posądzeniami, insynuacjami. I bywa, że z adnotacją ostrzegającą kto to jeszcze otrzymuje tę treść „do wiadomości" lub, że w razie braku reakcji o sprawie zostaną powiadomieni – i tu już według fantazji autora – wszelkie redakcje prasy, radia i telewizji, a także... prezydent państwa, premier rządu, wojewoda, marszałek, prezydent miasta, prokuratura, policja, straż miejska, straż pożarna, sanepid, Najwyższa Izba Kontroli, Urząd Skarbowy – itd. Co komu do głowy wpadnie... Oj sporo instytucji i wręcz setki osób może mieć moc pracy, jeśli podjęte zostanie do rozpatrzenia jakieś anonimowe, „obywatelskie zaniepokojenie" rzekomymi, choć teoretycznie prawdopodobnymi, różnej maści nieprawidłowościami – od zachowań konkretnych osób poczynając, do różnego rodzaju spraw, sytuacji wydumanych i półprawd, w szczególności np. dotyczących wszelkiego rodzaju rozliczeń – kończąc.

 

U nas najwięcej anonimów i donosów związanych jest z sytuacjami i zachowaniami  międzyludzkimi oraz stosunkami sąsiedzkimi (w tym np. celowym zaniżaniem liczby osób zamieszkałych w lokalach, wszak ma to wpływ na poziom opłat), czy też zgłoszeniami o dewastacji mienia, nieprzestrzegania regulaminu porządku domowego, kradzieży „gazu" poprzez dogrzewanie mieszkania (w budynkach ze zbiorczymi licznikami) by np. mniej płacić za centralne ogrzewanie, itp. Czyż pod takimi informacjami wstyd się podpisać jeśli są prawdziwe? Przecież świadczą o prawidłowej, obywatelskiej trosce, by zwalczać cwaniactwo i nieuczciwe czerpanie korzyści kosztem innych mieszkańców. W tych ostatnich sytuacjach, także i my anonimy (mimo wszystko) sprawdzamy, bo a „nuż jest coś na rzeczy". Jednakże nader często to stracony na sprawdzanie czas i niepotrzebne zaangażowanie w to wielu osób, gdyż „sygnały" – jako że są „po czasie" – już się nie potwierdzają. Towarzyszą temu też emocje i zdenerwowanie osób pomówionych w takich anonimach, a zaprzeczających doniesieniom. W jakim celu były zatem takie anonimowe „rewelacje" wysyłane? – nietrudno się zatem domyślić.

 

Nie mam recepty na rozwiązanie kwestii anonimów. Przecież nie da się ich zakazać. To chyba problem relacji socjologiczno-prawnych na obecnym poziomie rozwoju naszego społeczeństwa. Daleko poza zasięgiem i możliwościami skromnej Spółdzielni. Ale mimo to do tych mieszkańców, którzy piszą do Zarządu z sobie znanych powodów anonimy – mam prośbę. No może nie do wszystkich – na pewno nie mam ani jednego słowa do tych, którzy fałszywie oskarżają, plują, pomawiają. Zwracam się tylko do tych osób, które chociaż nie podpisały się, ale interweniowały – jak się okazało po sprawdzeniu przez władze Spółdzielni – w słusznej sprawie. Proszę: – miejcie państwo więcej zaufania do nas. Zwracajcie się do Spółdzielni zastrzegając sobie prawo nie ujawnienia waszej osoby w trakcie podejmowania działań naprawczych, bo macie właśnie do tego prawo. My to, pod odpowiedzialnością karną, naprawdę honorujemy. To usprawni i ułatwi procedury wyjaśniające, a o to przecież chodzi w tych działaniach. W drugiej kolejności proszę, nawet jeśli anonimowo, to o przekazywanie Spółdzielni zaobserwowanych, godnych napiętnowania nieprawidłowości w momencie kiedy je zauważycie, wtedy kiedy się one dzieją. Informacje o zdarzeniach, które faktycznie (czy rzekomo) zaistniały w czasie minionym – przed kilkoma dniami, tygodniami, miesiącami a nawet laty – są spóźnione i niestety najczęściej nie do efektywnego sprawdzenia. A tym bardziej nie do naprawienia, tak jak by tego oczekiwał zgłaszający sprawę anonim.

 

Szanowni Państwo – pozwólcie na zmianę wątku i tematu, refleksji, by nie zawężać ponownego pisania wyłącznie do kwestii kierowanej do Spółdzielni korespondencji. Pragnę, mając na względzie pojawiające się tu i ówdzie przy różnych okazjach pytania – powrócić do sprawy dawnych książeczek mieszkaniowych PKO. Co dalej z nimi i zgromadzonymi na nich wkładami pieniężnymi? – może nie dużymi, ale jednak... Jak donoszą media są ich jeszcze tysiące i często zapomniane leżą gdzieś w szufladach, w szafach. Przypominam, że prowadzona w czasach PRL przez kilkadziesiąt lat akcja zakładania oszczędnościowych książek mieszkaniowych PKO została definitywnie zakończona 23 października 1990 roku i ta data jest póki co obowiązująca i ostateczna w staraniach zarówno o pieniądze zgromadzone indywidualnie, jak i wynikające z ustawowych gwarancji.

 

To, co dalej z tymi książeczkami mieszkaniowymi, jak ich właściciele (uwaga: także spadkobiercy lub posiadacze książeczek nabytych drogą rodzinnych cesji) mogą spożytkować zgromadzone tam „wkłady mieszkaniowe" precyzyjnie ustala „Ustawa o pomocy państwa w spłacie niektórych kredytów mieszkaniowych, udzielaniu premii gwarancyjnych oraz refundacji bankom wypłaconych premii gwarancyjnych" wielokrotnie nowelizowana, a której tekst jednolity zawiera Obwieszczenie Marszałka Rzeczypospolitej Polskiej z 28. 05. 2013 roku (Dz. U. z 2. 07. 2013., poz. 763). W najgłębszym interesie każdego posiadacza – właściciela (spadkobiercy, cesjonariusza) książeczki mieszkaniowej jest zapoznanie się z tym aktem prawnym, bowiem chodzi o możliwość wykorzystania nie tylko swoich oszczędności, ale i uzyskania naprawdę znacznych pieniędzy.

 

Ich wielkość zależy od wielu czynników – głównie od długotrwałości i wysokości dokonywanych w przeszłości wpłat. Pomocą w zapoznaniu się z tym ważnym i obszernym, bo 16-stronicowym dokumentem, może być skorzystanie ze strony internetowej: 

http://isap.sejm.gov.pl/Download?id=WDU20130000763&type=2

 

Wspominam o tym, bowiem generalnie rzecz przedstawiając, to już „ostatni dzwonek", by w tym roku kalendarzowym wykorzystali swoją szansę i wraz z wkładem mieszkaniowym uzyskali premię gwarancyjną ci, którzy dysponują książeczkami mieszkaniowymi wystawionymi w 1986 roku (lub wcześniejszych). Rok 2015 da szansę posiadaczom książeczek z roku 1987. W roku 2016 zdyskontować swe książeczki będą mogły osoby, które założyły je w roku 1988. Ostatnim okresem uprawnień do premii gwarancyjnej będzie rok 2017 i dotyczyć będzie książeczek z lat 1989 i 1990.

 

W każdym przypadku kontrahentem właściciela książeczki mieszkaniowej jest PKO Bank Polski. I tu pewna przestroga: najmniej opłacalną dla posiadacza książeczki mieszkaniowej jest jej zwykła likwidacja. Otrzymuje się wówczas przysłowiowe grosze, tj. kwotę niegdyś wpłaconą z oprocentowaniem jak zwykły wkład finansowy. O tysiącach złotych można mówić, gdy wkłady z książeczek wraz z ustawowymi premiami rozlicza się np. w trakcie zakupu, budowy, remontu mieszkania lub domu, spłaty zadłużeń z tytułu starego kredytu mieszkaniowego, w rozliczeniach wpłat na fundusz remontowy spółdzielni mieszkaniowej. Ale oczywiście bank nim wypłaci pieniądze zechce zapoznać się z rachunkami, fakturami i innymi dokumentami potwierdzającymi te wydatki. Przypominam więc osobom zainteresowanym o potrzebie zapoznania się z wyżej wskazanym przepisem i kontakcie z bankiem PKO.

 

Życzę powodzenia w dochodzeniu swoich pieniędzy. Może warto będzie je spożytkować na modernizację swego obecnego locum lub zastanowić się np. nad zakupem nowego (książeczka założona kiedyś na siebie czy też uzyskana w wyniku cesji dokonanej uprzednio przez dowolnego krewnego) – a przecież Spółdzielnia nasza posiada (jeszcze!) tak atrakcyjne oferty!

 

Przy okazji zapraszam również do korzystania z naszej tegorocznej bogatej oferty działalności społeczno-kulturalnej i do odwiedzin w naszych klubach spółdzielczych – wszak jesień tuż, tuż, a w grupie zawsze raźniej.

 

Ze spółdzielczym

pozdrowieniem

KRYSTYNA PIASECKA



     

 
 
Wiadomości


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.
Więcej informacji: Polityka prywatności (Cookies-RODO)