2015-02-19

Zdolności płatnicze w makro i mikroskali

 

 

Prezes Zarządu KSM:

mgr Krystyna Piasecka

 

Nie żyjemy w „raju” finansowym. Nie posiadamy również (a szkoda) takich pieniędzy jak... Katarczycy, bo niewątpliwie w naszym kraju – przy tych niezaspokojonych potrzebach – bardzo by się przydały. Powyższe stwierdzenia to oczywiście zwykłe truizmy. Sądzę, że po niedawno zakończonych mistrzostwach świata w piłce ręcznej mężczyzn (w których „nasi” zdobyli brązowy medal!) nawet osoby zupełnie nie interesujące się sportem dowiedziały się z różnorakich medialnych informacji i komentarzy o finansowej otoczce tej sportowo-biznesowej imprezy. Katar stać było nie tylko na poniesienie olbrzymich kosztów budowy obiektów i nie liczenie się z „forsą” wydawaną na różnego rodzaju poczynania propagandowe i organizacyjne. Mogli sobie pozwolić na „kupienie” znakomitych zawodników (i szybkie przyznanie im obywatelstwa tego księstwa-emiratu) oraz na ściągnięcie m. in. z Hiszpanii kibiców, którzy za sowitą opłatą głośno sekundowali drużynie gospodarzy. Podejrzenia o materialne wpływanie na sędziów pozostawiam z boku, bo nikogo na niczym nie przyłapano, ale medialni obserwatorzy zawodów i kibice „wiedzą swoje”. Na te mistrzostwa Katarczycy wydali krocie petrodolarów, a tytułu mistrza świata i tak nie zdobyli („kupili”). Ze złotymi medalami powrócili do domu Francuzi.


Zaledwie dwumilionowy naród katarski jest najbogatszym społeczeństwem świata – według danych z 2013 roku produkt krajowy brutto per capita wynosi tam przeliczeniowo 145.894 $ US, a w Polsce 23.273 $ US, co daje nam 47 pozycję w światowym rankingu. Posiadana największa na świecie zdolność płatnicza Katarczyków i bezproblemowa możliwość kupowania sobie kruszcu i wyrobów ze złota – na sportowe złoto jednak nie wystarczyła. Zdobyli „tylko” srebro. W tabeli majętności oddziela nas, Polaków, od Katarczyków aż 45 państw. W tabeli sportowej mamy lokatę następną. Zdolności płatnicze nie przełożyły się (na szczęście) na ostateczne lokaty sportowe.


To było – dotąd – o możliwościach płatniczych i ich skutkach w skali makro. Na przykładzie wręcz „namacalnie” widocznym i (chyba) powszechnie zrozumiałym. W ten sposób czuję się zwolniona od możliwych dywagacji i spekulacji myślowych na temat trwającego globalnego kryzysu, pod którym nawet USA się uginają, od pisania o drastycznym upadku finansów Grecji (a podobno też Hiszpanii, Włoch i Portugalii) z widmem wyjścia ze strefy euro i równocześnie straszeniem możliwością unicestwienia tej waluty; niech wystarczy tak głośna w Polsce kwestia kredytów we frankach szwajcarskich...


Skoro zatem wiadomo, że nawet ktoś arcybogaty nie wszystko może, to co dopiero ten, kto nie ma takich pieniędzy? Co z tymi – i odtąd zajmuję się już tylko społecznością zamieszkałą w zasobach naszej Spółdzielni, czyli skalą mikro – którzy mają niewysokie dochody, często (czego w rozmowach nie ukrywają) – na tzw. „śmieciowych ” umowach o pracę, albo emerytury lub renty znacznie poniżej tysiąca złotych miesięcznie? Bez komentarza (bo jakiż by mógł być?) pozostawiam informacje ZUS-owskie, że obowiązująca w kraju od 1. 03. 2014 roku najniższa emerytura 844,45 zł wzrośnie od 1 marca br. „aż” o 36 zł. Jakaż jest zdolność płatnicza takiej osoby? A ci, którzy mimo „wieku produkcyjnego” roboty ani żadnego widoku na nią nie mają? Są w naszym sąsiedztwie, chyba w każdym osiedlu, osoby żyjące na granicy lub poniżej minimum egzystencji. Oni to dopiero co łudzili się nadzieją, iż Sejm podniesie kwotę wolną od podatku do poziomu zależnego od dochodów potrzebnych do zapewnienia właśnie tego minimum.


6 lutego br., głosami większości parlamentarzystów z wiodących klubów politycznych, Sejm jednak odrzucił w pierwszym czytaniu projekt nowelizacji ustawowej (druk sejmowy nr 3003) w tej sprawie: głosowało 435 posłów, za odrzuceniem – 232, przeciw – 200, wstrzymało się 3 (jak kto głosował na stronie internetowej www.sejm.gov.pl).


Należy ubolewać, że osoby niemajętne, wręcz ubogie, stanowią wcale nie tak małą część ogółu zamieszkałych w KSM. Ich sytuacja materialna mocno rzutuje na fakt istnienia (na skalę ponad 10 milionów złotych) zadłużeń w miesięcznych płatnościach. Z grona dłużników, a także mieszkańców, którzy wprawdzie sumiennie regulują „czynszowe” należności, ale w związku z tym bywa, że bytują na granicy ubóstwa w zakresie możliwości bieżącego zaspokojenia swoich podstawowych potrzeb żywieniowych, sanitarno-porządkowych, o kulturalnych nie wspominając (zwłaszcza, gdy nakłada się na to jakaś choroba, niepełnosprawność czy nagła utrata, zgon pozostającej dotąd we wspólnocie majątkowej osoby bliskiej, rozwód lub inne trwałe zerwanie więzi rodzinnych niosących za sobą osamotnienie, itp.). W tej sytuacji trudno nie zastanawiać się nad niedoskonałością realizacji opiekuńczej funkcji naszego Państwa, zadekretowanej przecież wśród praw obywatelskich w Konstytucji RP, skoro wymienione powyżej problemy stają się coraz bardziej typowe nie tylko dla mieszkańców spółdzielczości mieszkaniowej, ale znacznej części społeczeństwa polskiego. Jeśli chodzi o kwestie finansowe coraz bardziej realną staje się jednak w takich sytuacjach możliwość „pomocy” samemu sobie, o czym w dalszej części tekstu.


Posiadacze własnościowych praw do lokali spółdzielczych oraz właściciele lokali wyodrębnionych notarialnie (np. w konsekwencji zadziałania „ustawowej akcji” przewłaszczania lokali spółdzielczych na odrębną własność) mają „w ręku” znaczny materialny majątek, który mogliby zdyskontować na poprawę swego doczesnego bytu. Przez dobrych kilka lat toczyła się społeczna i parlamentarna batalia nad ustawą o tzw. odwróconym kredycie hipotecznym. Nim ustawa zaistniała i weszła w życie, kilka firm, nazwijmy je „obrotnymi”, zdołało przekonać grono samotnych seniorów, by im powierzyli swój mieszkaniowy dorobek życia. Niestety – nie tylko w mojej ocenie – raczej na niekorzystnych warunkach. Te prawdziwie korzystne i bezpieczniejsze miała dopiero wprowadzić stosowna ustawa sejmowa. I wprowadziła w roku ubiegłym, zabezpieczając potencjalny interes seniorów (ale nie tylko seniorów – bowiem żadnych ograniczeń wiekowych w tym względzie nie sprecyzowano), jeśli zdecydują się wymienić posiadane prawo do mieszkania albo domu na dodatkowe pieniądze.


Ale to, co jest korzystne dla indywidualnego człowieka, wcale nie musi spotykać się z zainteresowaniem drugiej strony, a są nią w myśl ustawy banki i niektóre instytucje finansowe.


Z danych szacunkowych wnioskodawców tej na pewno pożytecznej społecznie ustawy – czyli ministerstw Finansów oraz Sprawiedliwości – wynikało, że potencjalny krajowy „rynek” to około 2 miliony mieszkań. I co najmniej tyluż ludzi. Z reguły samotnych seniorów, chętnych na świadczenie finansowe – potocznie zwane dodatkową „emeryturą” – w zamian za przejęcie w przyszłości, po śmierci zainteresowanego, jego mieszkania przez bank (lub uprawnioną instytucję finansową). Ustawa weszła w życie w połowie grudnia minionego roku, ale jak dotąd banków tak naprawdę nie zainteresowała. Powyższa konstatacja wynika nie tylko z doniesień medialnych, ale także informacji od kilkorga naszych spółdzielców, którzy z zainteresowaniem i cierpliwością czekali na tę ustawę, a obecnie – mimo, iż jest ona faktem – nie mogą znaleźć banku-kontrahenta takiej „operacji”. Tak oczekiwana ustawa może stać się literą martwego prawa, bowiem mimo posiadania faktycznego, materialnego majątku, ich właściciele swoich bieżących zdolności płatniczych póki co nadal nie potrafią jednak podnieść – kto wie jak długo jeszcze?


Przykro, że mimo istnienia już ważnego, zwłaszcza dla osób starszych, aktu prawnego, nadal nic nie można zrobić i sobie pomóc. Toteż zainteresowani spółdzielcy zwracają się do Spółdzielni oczekując z jej strony doradztwa i pomocy. Spółdzielnia mieszkaniowa nie jest jednak w jakikolwiek sposób podmiotem tych działań, aczkolwiek sygnalizuje Państwa sugestie do właściwych organizacji. Najaktualniejsze serwisy internetowe zajmujące się finansami podają, że jak dotąd jedynie Bank Polskiej Spółdzielczości S. A. wskazał, iż być może od września 2015 roku będzie miał ofertę odwróconego kredytu hipotecznego. Inne banki, nawet te największe, niczego póki co nawet nie awizują.


A szkoda, bo pieniądze co widać i słychać są wielce potrzebne konkretnym ludziom, także i na inne cele niż mieszkaniowe, np. zdrowotne, wypoczynkowe, opiekuńcze. Nie będę w tym miejscu szerzej omawiała kwestii niewydolności Narodowego Funduszu Zdrowia, którego budżet w tym roku ma wynieść 67,5 miliarda złotych plus 20 mld dopłat do leków i 24 mld na leczenie w prywatnych klinikach i szpitalach. Według oceny analityków spraw finansowych związanych ze zdrowiem społeczeństwo samo będzie musiało ponieść jeszcze około 60 miliardowe koszty. Pojawiają się zatem też projekty różnych mieszanych systemów państwowo-prywatnych – czyli np. NFZ i prywatna „kasa” potencjalnego chorego. Ale zasadniczym jest pytanie – z czego ludzie żyjący z bieżących dochodów i nie posiadający rezerw finansowych to prywatne leczenie zapłacą? I czy mogą na to liczyć, że jeśli nawet płacąc dodatkowe pieniądze z własnej kieszeni otrzymają w czasie niezwłocznym i koniecznym spodziewaną pomoc?


Na przełomie roku z ogromną uwagą i niepokojem społeczeństwo śledziło zmagania środowisk lekarskich prowadzone z Ministerstwem Zdrowia. Osiągnięto kompromis, na zasadach... utajnionych. Póki co – wszystko „jakoś” funkcjonuje. Niepokój społeczny jednak nadal istnieje. W sytuację tę – jak wspomniałam – wpisują się różnorodne pomysły i oferty nowych rozwiązań i propozycji zasad usprawnienia funkcjonowania służby zdrowia dla poszczególnych grup zawodowych czy mieszkańców. Od czasu do czasu trafiają one różnymi drogami komunikacji społecznej zarówno do osób indywidualnych, jak i zbiorowych społeczności, w tym i do zarządców wspólnot mieszkaniowych, budynków komunalnych, TBS-ów, spółdzielni mieszkaniowych. Nie ominęły i naszej Spółdzielni. Tyle, że (myślę o Zarządzie Spółdzielni) sami nie mamy wypracowanego stanowiska co z nimi począć? Czy proponowane programy działań w zakresie diagnostyki i lecznictwa, których odbiorcami mogliby być mieszkańcy naszych osiedli – za ratalną, cząstkową partycypację finansową systematycznie uiszczaną np. wraz z opłatą za mieszkanie – analizować, rozpoznawać i upowszechniać, przedstawiając je ogółowi mieszkańców np. za pośrednictwem naszej gazety, czy stron internetowych (a poprzez to niemal zachęcać), czy też „nie wtrącać się” do tej dziedziny – pozostawiając je jak dotąd bez biegu ? A jeżeli naprawdę oferty te byłyby choćby dla części osób korzystne, to czy nie podejmując ich – nie pozbawiamy niechcąco naszych spółdzielców możliwości szybszego wykrycia i wyleczenia jakichś chorób? To dylematy przed którymi stoimy. I – przyznacie Państwo – że mają one także pewien związek ze zdolnościami płatniczymi w mikroskali.


Nie wdając się jeszcze w żadne szczegóły, poddaję pod Państwa ocenę samą propozycję: – czy powinniśmy – jako Spółdzielnia, jej Zarząd, zająć się również i tą dziedziną życia społecznego? Oczywiście tylko w sensie rozpoznania ewentualnych korzyści i kosztów dotyczących konkretnych projektów, przystępowania do rozmów negocjacyjnych itp., współuczestnictwa w kształtowaniu zasad ramowych ale bez podejmowania decyzji za kogokolwiek, przy pełnym respektowaniu dobrowolności ewentualnego indywidualnego uczestnictwa w ramach proponowanych rozwiązań (choćby na wzór ubezpieczeń mieszkaniowych)?


Będę Państwu wdzięczna za wszelkie opinie w zakresie tego typu kwestii, zdając sobie sprawę, iż ewentualna akceptacja włączenia się Spółdzielni w tę dziedzinę usług będzie pociągała za sobą nowe, dodatkowe pozastatutowe obowiązki. Lecz z drugiej strony, gdyby za włączeniem się w ten proces kryły się jakieś istotne społeczne i ekonomiczne korzyści dla chociażby grupy mieszkańców – to może warto spróbować, wszak nie ma tu sprzeczności i niezgodności ze spółdzielczą misją i zasadami spółdzielczymi. Zatem już teraz dziękuję tym, którzy włączą się do dyskusji i zechcą się w tej sprawie wypowiedzieć w korespondencji kierowanej do Zarządu KSM lub redakcji „Wspólnych Spraw” w dowolnej, wybranej przez siebie formie (poczta tradycyjna, internetowa lub tp.).

 

Z poważaniem

KRYSTYNA PIASECKA



     

 
 
Wiadomości


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.
Więcej informacji: Polityka prywatności (Cookies-RODO)