2017-07-18

PRIMUM NON NOCERE

 

Prezes Zarządu KSM:

mgr Krystyna Piasecka

 

Nie ma co się sprzeczać, czy zasadę „primum non nocere" – po pierwsze nie szkodzić, która jest powszechnie znana właśnie w tym łacińskim brzmieniu, stworzył około 400 lat przed naszą erą Hipokrates w starożytnej Grecji, czy już dwa tysiące dwieście lat przed nim Imhotep w starożytnym Egipcie. Zasada ta – znana jako przysięga Hipokratesa – jest kanonem, na którym stworzone zostało przyrzeczenie lekarskie, stanowiące część Kodeksu Etyki Lekarskiej. I między innymi dlatego, że lekarze składają także przysięgę – ufamy im w kwestii najważniejszej każdego człowieka, w sprawie zdrowia i życia.

 

Jakże daleko od tego jest postępowanie innej grupy członków naszego społeczeństwa. Polityków. Szkoda, że w rotach ich ślubowań (senatorów, posłów, radnych, prezydentów, premierów, ministrów, burmistrzów... et cetera) składanych w momencie rozpoczynania kadencji nie ma owego primum non nocere. Może, mając świadomość publicznego złożenia takiej przysięgi, nie tworzyliby np. prawa szkodzącego obywatelom, którzy przecież w swej zbiorowości – jako suweren – wybrali ich do czasowego (kadencyjnego) sprawowania władzy?!

 

W poprzednim, czerwcowym wydaniu, „Wspólne Sprawy" informowały, że istnieją aktualnie trzy projekty ustaw dotyczące spółdzielczości mieszkaniowej. Przypomnę za tym artykułem, że są to: propozycja senatorki Lidii Staroń (druk senacki nr 99 datowany 10 marca 2016 roku), projekt autorstwa Klubu Kukiz'15 (druk sejmowy nr 1533 złożony 21.04.2017 r.) oraz dokument przyjęty przez Radę Ministrów RP 30 maja 2017 r. Jednak teraz już mogę i muszę dodać, że ów rządowy projekt – noszący oficjalną nazwę „o zmianie ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych oraz niektórych innych ustaw" – został 6 czerwca złożony do laski marszałkowskiej i otrzymał numer 1624 druku sejmowego. Dwa dni później skierowany został do pierwszego czytania sejmowego i już 20 czerwca obyło się ono na 44 posiedzeniu Sejmu. Podjęta została wówczas decyzja o skierowaniu projektu – noszącego oficjalną nazwę „o zmianie ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych oraz niektórych innych ustaw"– do Komisji Infrastruktury. Komisja ta zajęła się rządowym projektem już nazajutrz, na swoim posiedzeniu nr 100, po którym w druku sejmowym nr 1666, w konkluzji sprawozdania ze swojej pracy „wnosi: Wysoki Sejm uchwalić raczy załączony projekt ustawy".

 

Widać było, że ten rządowy projekt znalazł się na tak zwanej „szybkiej ścieżce legislacyjnej", w ciągu niezwykle krótkiego czasu owocującej uchwaleniem propozycji. Wcześniejsze dwa projekty znalazły się w jego tle i (zapewne) ich Wysoki Sejm „uchwalić nie raczy". I dobrze, bo oba są wyraźnie antyspółdzielcze. Wiele zatem od razu wskazywało na to, że przy posiadanej większości parlamentarnej rząd bez kłopotów i mitręgi wprowadzi w życie to, co przygotował.

 

W ciągu następnej, 45 sesji Sejm przeprowadził (5 lipca) drugie plenarne czytanie i ponownie skierował projekt do Komisji Infrastruktury dla rozpatrzenia zgłoszonych poprawek. Komisja nazajutrz (co wynika z jej sprawozdania zawartego w druku 1666-A) odrzuciła wszystkie poprawki autorstwa Klubów Poselskich: Kukiz'15, Nowoczesna i Platforma Obywatelska, a przyjęła 11 zmian zgłoszonych przez KP Prawo i Sprawiedliwość. Ostatecznie w III. czytaniu, 7 lipca Sejm głosował „nad przyjęciem w całości projektu ustawy w brzmieniu z druku nr 1666, wraz z przyjętymi poprawkami". Z grona 440 głosujących posłów 294 było „za", tylko 34 „przeciw", a bardzo wielu, bo aż 112 wstrzymało się od głosu. Zatem w ekspresowym tempie rząd osiągnął to, co chciał. Teraz ustawa znajduje się w Senacie. I właściwie jest pewne, że przejdzie bez zmian. Poza jednym artykułem, całość nowelizacji ma wejść w życie już w ciągu 14 dni od daty jej ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

 

Obecnie głównym pytaniem jest to, czy uchwalona przez Sejm propozycja rządowa jest tą nowelizacją, na którą (nie tylko) spółdzielcy mieszkaniowi oczekiwali? Odpowiedź jest ambiwalentna. Ustawa (z zastrzeżeniem wybiórczości jej oceny i wniosków z niej wynikających, co jest spowodowane spiesznym tempem procedowania) ma zalety. Jest wyraźnie lepsza od dwu wcześniej wskazanych, ale nie jest bez wad. No i nie jest (oczekiwanym) projektem całkowicie nowej ustawy, a tylko kolejną nowelizacją ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych z 15 grudnia 2000 roku (Dz.U. z 17.10.2013, poz. 1222).

 

Przede wszystkim przyjęta nowelizacja realizuje aż sześć wyroków Trybunału Konstytucyjnego (wydanych w latach 2012, 2013 i 2015) wskazujących sprzeczność z Konstytucją RP poprzednich zmian dokonanych w ustawie. Ogromnym pozytywem przyjętego rządowego projektu jest zakładana eliminacja barier w zakresie spółdzielczych praw lokatorskich. Da to szansę spółdzielczości mieszkaniowej na wznowienie – po kilkunastu latach zakazu – prowadzenia nowych inwestycji nie jedynie na własność, ale także na zasadach lokatorskich. To realizacja postulatu środowiska spółdzielczego. Tym samym stworzono zachętę dla spółdzielni mieszkaniowych do włączenia się do Narodowego Programu Mieszkaniowego (o co też spółdzielcy wnioskowali).

 

Obligatoryjne powstawanie wspólnoty mieszkaniowej w danej nieruchomości, w której zostały wyodrębnione wszystkie lokale, będzie nadal obowiązywało, ale postanowiono, że nawet jeśli wszyscy użytkownicy przekształcą swoje spółdzielcze prawo w prawo odrębnej własności, to po uprzednim powiadomieniu przez Zarząd o tym fakcie wszystkich właścicieli wyodrębnionych lokali, będą oni mieli prawo zdecydować większością liczoną udziałami, czy pozostają w strukturze Spółdzielni, czy też utworzą wspólnotę. Na tę decyzję będą mieli 3 miesiące od otrzymania powiadomień. Stworzy to mieszkańcom i spółdzielni możliwość właściwego przeprowadzenia całej procedury. O wprowadzonej zmianie zaważył zwykły rozsądek i pragmatyzm, których brakowało w obecnie jeszcze obowiązującym rozwiązaniu, z jego automatyzmem w dniu zaistnienia wspólnoty.

 

Obok wskazanych pozytywów (a są jeszcze i inne) zasygnalizować trzeba także wprowadzenie przepisu, który może doprowadzić do likwidacji (w ogóle lub co najmniej paraliżu) lustracji, a także godzi w sens istnienia i możliwości działania związków rewizyjnych spółdzielczości, Wyraźnie stoi on w sprzeczności z art. 240 Prawa spółdzielczego (Dz.U. z 4.12.2013 poz. 1443). Postanowione ograniczenia osobowe dotyczące doboru lustratorów są merytorycznym bezsensem. Stanowią – co najwyżej – realizację polityczno-medialnej nagonki na spółdzielczość mieszkaniową.

 

O znaczeniu, konieczności i wielce pożądanych efektach lustracji sporo było także w poprzednich „Wspólnych Sprawach", bo akurat taka lustracja zakończyła się w Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej, obejmując okres czterech lat (2013-16). W tej (i w każdej zresztą) lustracji „Kluczowymi są kontrola i ocena całokształtu działań spółdzielni pod względem: legalności, gospodarności i rzetelności oraz ewentualnie udzielenie wskazówek instruktażowych i doradczych wraz z przedkładanymi wnioskami zawartymi w liście lustracyjnym" – cytuję tu wypowiedź lustratora kontrolującego KSM – Zbigniewa Durczoka z Regionalnego Związku Rewizyjnego Spółdzielczości Mieszkaniowej w Katowicach. Źle, bardzo źle będzie, gdy spółdzielczość mieszkaniowa zostanie pozbawiona możliwości poddawania się lustracjom. Nie formalno-prawnie, ale praktycznie. Bo jak wypełniać literę prawa, gdy braknie po temu przygotowanych fachowców?

 

Nowelizacja ustawowa według rządowego projektu – spodziewam się, że wejdzie w życie – wprowadzi kolejne zmiany w prawie tyczącym spółdzielni mieszkaniowych. Ale tak jak sama ustawa z 2000 roku, tak jak i liczne dotychczasowe jej modyfikacje, tak i obecna nowelizacja z całą pewnością nie rozwiąże wszystkich spraw, jakie realnie niesie z sobą życie. Ustawodawcy nie potrafią (albo nie chcą) rozważyć i skodyfikować wielu kwestii. No i nawet niech tak będzie. Wszakże pod warunkiem, że dadzą prerogatywy demokratycznym i samorządnym rozwiązaniom statutowym samych spółdzielni. W tej prawdziwej (a nie formalnie nakazanej) wspólnocie spółdzielców, jaką jest spółdzielnia mieszkaniowa, skupiająca przecież dobrowolnie zrzeszających się ludzi, powinno się móc decydować o wielu więcej, niż obecnie sprawach. Spółdzielnia i jej statut z całą pewnością są bliżej konkretnego obywatela, niż Sejm i tworzone przezeń ustawy.

 

To nie obrazoburcze stwierdzenie. To wniosek z bardzo ludzkich problemów pojawiających się w gronie spółdzielców, wobec których stosowana musi być (często wcale nie sprawiedliwa) zasada „dura lex sed lex" – twarde prawo ale prawo.

 

Wskażę na przypadki konieczności wykreślenia z grona członków osób, które – poza posiadaniem dobrego serca i okazaniem go swoim młodym krewniakom – niczemu nie zawiniły. Niemal powszechne staje się, że seniorzy dokonują darowizny swego mieszkania dzieciom, a nawet częściej – wnukom. To takie zabezpieczenie, uprzedzenie na wypadek... No, nie chcą nawet mówić, że na wypadek swojej śmierci. Nadal w swoim „M" zamieszkują, ale nie mając już tej mieszkaniowej własności z mocy ustawy tracą spółdzielcze członkostwo. To dla wielu z nich dramat. Byli kilkudziesięcioletnimi członkami spółdzielni, przez wszystkie lata rzetelnymi płatnikami wszelkich należności za posiadany lokal, często (gdy byli młodszymi) aktywnie uczestniczącymi w rozwoju spółdzielni, w jej samorządowym sterowaniu. Teraz zostają „wyrzuceni poza nawias dzieła swojego życia" – bo tak to w rozpaczliwych skargach - prośbach określają, gdy zwracają się do Zarządu i Rady Nadzorczej o niestosowanie wobec nich gilotyny ustawowej.

 

Czy ustawodawcy i o takich przypadkach wiedzą i myślą? A powinni. Bo przecież (statystycznie) społeczeństwo nasze jest coraz starsze. I omówiona kwestia dotyczyć będzie w naszej Spółdzielni nie kilku osób w roku, a kilkunastu, kilkudziesięciu. W skali kraju tysięcy ludzi. Tego nie wolno nie dostrzegać. Musi to – po ludzku – rozwiązać ustawodawca, lub scedować ustawowo na statuty spółdzielni mieszkaniowych. Na rozgoryczeniu i krzywdzie ludzi starych nie buduje się dobrej przyszłości następnym pokoleniom. Zaiste: primum non nocere...

 

Kończąc niniejsze refleksje życzę czytelnikom, którzy wybierają się na zasłużone urlopy, wspaniałego wypoczynku, a wszystkim pozostałym realizacji z powodzeniem planów i zamierzeń z niezbędnym dystansem i uśmiechem.

 

Z poważaniem

KRYSTYNA PIASECKA



     

 
 
Wiadomości


 

 

 

 



 

 


 

 

 

 


Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.
Więcej informacji w naszej Polityce bezpieczeństa - cookies