2017-03-15

Plewy i ziarna

 

Prezes Zarządu KSM:

mgr Krystyna Piasecka

 

Wpierw krótkie przypomnienie: w poprzedniej kadencji parlamentarnej, pomimo ustanowionych wcześniej nowelizacji ustaw: „Prawo spółdzielcze" oraz „o spółdzielniach mieszkaniowych" – powołana została Komisja Nadzwyczajna Sejmu, której prace, nie nad nowelizacją, ale nad przygotowaniem nowych wersji tychże ustaw, zakończyły się po ponad dwu latach niczym, wraz z kadencją. Świadczy to moim zdaniem o ciężarze gatunkowym zadania, jak i o bardzo odpowiedzialnym podejściu większości członków Komisji do przekazywanych im projektów, w których proponowane rozwiązania prawne wymagały rzetelnych i wielopłaszczyznowych dyskusji w aspekcie ich przyszłych skutków oraz relacji ekonomiczno-prawnych w życiu gospodarczym i społecznym kilku milionów rodzin spółdzielczych (i nie tylko spółdzielców).

 

To, że obie ustawy winny być zmienione jest kwestią bezsporną. Ale nie tyle drogą kolejnych nowelizacji i przykrawania do „widzimisię" aktualnie trzymającej władzę partii (koalicji politycznej), co poprzez całkowicie nowe ich sformułowanie z uwzględnieniem dotychczasowego pozytywnego dorobku międzynarodowego i naszego rodzimego ruchu spółdzielczego. Mamy rok 2017 – a „korzenie" obowiązującego obecnie „Prawa spółdzielczego" tkwią w 1982 roku, choć ta o mieszkaniówce spółdzielczej jest nowsza, bo z 2000 r.

 

Ostatnio (w styczniu 2017 r.) powstał kolejny poselski projekt. Dotyczy obu ustaw i zakłada wprowadzenie zmian w ich brzmieniach, przeredagowywanych już kilkadziesiąt razy. Krótkie omówienie znajduje się w numerze 312 „Wspólnych Sprawach" na str. 2. Moje rozważania dotyczyć będą jednak nie tych propozycji, a pewnego materiału propagandowego – nie wiadomo przez kogo sprokurowanego, bo jest niepodpisany – ale kolportowanego w różnych kręgach interesariuszy w całym kraju, zatem i u nas. Znamienne, że pojawił się wraz ze zgłoszoną do laski marszałkowskiej nowelizacją Prawa spółdzielczego i ustawy o spółdzielczości mieszkaniowej.

 

Już w tytule ulotki strzela się z największej armaty (i w tekście jeszcze trzykrotnie jej się używa) – bo tak trzeba nazwać „objawianie" czytelnikom, że „Tajny ukaz Stalina nadal obowiązuje w RP". Z treści wynika zaś, że jest nim (Stalinem i jego ukazem) przesiąknięte wszystko to, co dotyczy ustaw o spółdzielczości w ogóle, a spółdzielczości mieszkaniowej w szczególności. Nie wiadomo o jaki „ukaz Stalina" chodzi – gdyż się go nie ujawnia i utrzymuje jego tajność, nie przytacza jego brzmienia, nie podaje żadnej noty kodyfikującej. Wszakże samo użycie nazwiska sowieckiego dyktatora jest wystarczająco straszliwe i wszystko co z jego działaniami jest związane spada wprost na spółdzielczość, gdyż (rzekomo) działa ona w myśl tego „tajnego ukazu". Metod i sposobów obrzydzania spółdzielczości było już wiele, ale takie oskarżenie jest szczególnie ohydne.

 

Oczywiście autor (autorzy) w słowach zapisanych na kartce papieru domaga się kategorycznych i natychmiastowych zmian ustawowych, bo – jak stwierdza w konkluzji: „czas aby w Polsce zaprzestał obowiązywać tajny ukaz Stalina".

 

A pomiędzy odwoływaniem się do Stalina padają prawdy, półprawdy i oczywiste kłamstwa, zmieszane z sobą niczym groch z kapustą. Trudno jedne od drugich oddzielić. Przykładowo – jak odnieść się do takiego sformułowania z ulotki: „Spółdzielnie mieszkaniowe w swojej gospodarce kierują się zasadą no (tutaj błąd autora – ma być : non) profit – po kosztach, oraz mają przynosić korzyści członkom, a nie spółdzielni".

 

Prawdą jest zasada non profit. Ale logicznym fałszem przeciwstawianie członków – spółdzielni. Co to jest takiego „spółdzielnia mieszkaniowa"? Ustawa o spółdzielczości mieszkaniowej tego nie definiuje i odsyła do ustawy o Prawie spółdzielczym. A tam, już w artykule 1. § 1. zapisano: „Spółdzielnia jest dobrowolnym zrzeszeniem nieograniczonej liczby osób, o zmiennym składzie osobowym i zmiennym funduszu udziałowym, które w interesie swoich członków prowadzi wspólną działalność gospodarczą."

 

Spółdzielnia zatem to nie zatrudnieni w niej pracownicy i jakiś biurokratyczno-gospodarczy twór. To grono dobrowolnie zrzeszających się w niej osób, które po dopełnieniu stosownych formalności, stają się członkami spółdzielni. Zatem to, co jest dla nich korzystne, jest (musi być siłą rzeczy) korzystne dla spółdzielni, wszak są nią – jako jej podmiot – członkowie. I obowiązuje tu sprzężenie zwrotne: – korzyści spółdzielni są korzyściami członków. Nie przeciwstawienie, ale tożsamość korzyści (choć może często przez tychże członków sobie nie uświadamianych czy dostrzeganych – bowiem uważanych za „oczywistą oczywistość" i „powinność" działającego na ich rzecz zatrudnionego etatowo zespołu pracowniczego).

 

Naturalnie w indywidualnych ocenach poszczególnych osób należących do spółdzielni mogą zaistnieć sprawy lub działania dla tej osoby (i jej zdaniem) niekorzystne. Gdy inni członkowie spółdzielni mają na te same kwestie odmienne poglądy, to zawsze decydują głosy większości. Zasadą jednak jest, że każdy członek spółdzielni posiada jeden głos, bez względu na ilość posiadanych w niej lokali mieszkalnych, użytkowych czy garaży. Tym właśnie się różnimy np. od spółek czy wspólnot, gdzie decyduje wartość posiadanego w nich kapitału przez poszczególne osoby. Spółdzielnia to „my" – członkowie. I w tym mieści się każde indywidualne „ja" poszczególnych członków. Wstępując dobrowolnie do spółdzielni każdy przecież ma tego świadomość, gdyż kwestie te kodyfikują identycznie tak ustawy, jak i Statut Spółdzielni. Obligatoryjnej przynależności do Spółdzielni już też od wielu lat (tj. od czasu zlikwidowania możliwości ustanawiania nowych praw lokatorskich do mieszkań) – nie ma.

 

Propagandowa ulotka chce jednak zmienić zasadę utożsamiania się spółdzielców ze spółdzielnią i jednoczesności tożsamych korzyści. Jak? Nie wiadomo, bo nie napisano. Ale zmienić trzeba. Bo obowiązują zasady z „ukazu Stalina". Skrajny bezsens.

 

Zasady spółdzielczości są jak mi się wydaje powszechnie znane. Tylko ignoranci i niedouki ich nie znają a przeciwnicy (i wręcz wrogowie) – mając w tym wyłącznie swój własny cel, własny interes – odrzucają, fałszują, zakłamują.

 

Jestem głęboko przekonana, że w członkowskim gronie naszej Spółdzielni wiedza o historii, dokonaniach i działaniach spółdzielczości są znane, zarówno w odniesieniu do własnego, już 60-letniego „podwórka", jak i spółdzielczości na Śląsku, w Polsce, w Europie, w skali światowej. Tego, co każdemu najbliższe, wszyscy empirycznie doświadczają. O innych spółdzielniach – wielokroć mogli przeczytać na łamach „Wspólnych Spraw". Dość wskazać syntetyczną, a jednak wręcz monograficzną, prezentację w wydaniu kwietniowym z ubiegłego roku.

 

Upamiętnialiśmy wówczas 200 rocznicę powstania pierwszej w świecie spółdzielni – Towarzystwa Rolniczego Hrubieszowskiego założonego przez ks. Stanisława Staszica, przypominaliśmy o zawiązaniu się w 1844 roku Spółdzielni Sprawiedliwych Pionierów w angielskim Rochdale, której zasady po dziś dzień są fundamentem działania Międzynarodowego Związku Spółdzielczego, publikowaliśmy pełną „Deklarację Spółdzielczej Tożsamości" i jej siedem zasad (kontynuującymi owe rochdalskie). Kto przeoczył tę publikację – może łatwo po nią sięgnąć poprzez witrynę internetową naszej Spółdzielni.

 

A co dalej z propagandowym, antyspółdzielczym materiałem ? Czy warto jego treść dalej analizować ? Cóż papier jest – jak mówią – cierpliwy. Znosi wszystko co się na nim pisze. Potem trafia na makulaturę. I tam też będzie końcowe miejsce dla wtykanej nam nachalnie ulotki. Za dużo w niej plew, by warto było od nich nieliczne ziarenka oddzielać.

 

Niewątpliwie zagadnienie dostosowania warunków funkcjonowania spółdzielczości w naszym kraju oraz przepisów funkcjonujących w obrębie prawnym do wymogów i potrzeb rozwijającego się nowoczesnego państwa, pożądanych społecznie kierunków tych zmian – będzie jeszcze nieraz gościć na łamach naszego miesięcznika, bowiem nie powinniśmy pozostawać li tylko biernymi obserwatorami tych zmian lecz ich czynnymi współtwórcami. Wszak to chodzi o nasze spółdzielcze przedsiębiorstwa, dlatego dziękuję tym wszystkim spośród Czytelników, którzy chcą i to czynią – choć by wypowiadając się w kwestiach dobrego stanowienia nowego prawa, „firmując" swoimi podpisami inicjowane przez środowiska spółdzielcze opinie i uwagi krytyczne do składanych w Sejmie różnego rodzaju projektów ustawowych dotyczących różnych dziedzin życia (nie tylko ustaw spółdzielczych).

 

Z poważaniem

KRYSTYNA PIASECKA



     

 
 
Wiadomości


 

 

 

 



 

 


 

 

 

 


Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.
Więcej informacji w naszej Polityce bezpieczeństa - cookies