2020-04-02

Klimat i spółdzielczość jednakowo zagrożone


Prezes Zarządu KSM:

mgr Krystyna Piasecka

 

Szanowni państwo!

Tegoroczna zima – tak bardzo nietypowa w swej aurze – niemal nas rozpieszcza. Śniegu, jak dotąd – przynajmniej u nas w Katowicach – nie ma wcale, a za parę dni już kalendarzowa wiosna. Temperatury w dzień dodatnie, a rzadkie poranne przymrozki nie utrudniały zmotoryzowanym porannego uruchamiania ich aut i stosunkowo rzadko zmuszały do skrobania szyb samochodowych. Są to symptomy wskazujące (potwierdzające), iż nasz klimat się zmienia. Wszyscy tego w jakimś sensie doświadczamy, bez względu na potwierdzenia lub zaprzeczenia głoszone, np. z mównic przez niektórych polityków (jak i z katedr niektórych naukowców). Jakie będą granice i ewentualne finalne skutki obserwowanego procesu ocieplania się klimatu – nie wiadomo.

 

Pożyjemy – zobaczymy, lecz najbardziej pesymistyczne (a może tylko realistycznie prawdziwe ?) przewidywania zwiastują już zaledwie za około 30 lat katastrofę, wręcz zagładę, ludzkiej cywilizacji. Hurra optymistyczne – owe kasandryczne przepowiednie wykpiwają. A przytoczone na rzecz obu teorii przykłady są nie lada jakie i znamienne. USA, decyzją prezydenta Donalda Trumpa, rozpoczęły (mającą się zakończyć pod koniec tego roku) procedurę wycofywania się ze światowego porozumienia o zmniejszeniu emisji cieplnej, przyjętego także przez nie, wraz ze 194 innymi państwami, podczas odbywającej się w 2015 roku, w Paryżu, COP21 (skrót od: United Nations Framework Convention on Climate Change, 21st Conference of the Parties). Także i nasz kraj na COP24, której był w Katowicach w 2018 roku organizatorem, zapowiedział, w przemówieniu prezydenta Andrzeja Dudy, iż węgiel jest naszym strategicznym surowcem, którego mamy zapasy na 200 lat i trudno, żebyśmy z węgla rezygnowali. Czas i postępujące zmiany klimatyczne będą weryfikowały, kto ma rację.

 

Nikt nie powie, że chce zagłady planety Ziemia. Ale nie każdy działa na rzecz ratowania jej i ludzkości. A przecież każdy może. I wcale do tego nie trzeba być decydenckim politykiem, czy naukowcem kształtującym wiedzę i opinię społeczeństwa, by mieć na tym polu swój pozytywny i czynny udział. Wystarczy, że najzwyczajniej (jako świadomy Ziemianin) będzie odpowiednio respektował podstawowe prawidła proekologicznych zachowań u siebie, w swoim domu, otoczeniu, itd.

 

Nasze wspólne przykłady troski o zminimalizowanie negatywnych skutków zmian klimatycznych, wspólne – bowiem realizowane przez tworzoną aktualnie przez 19,3-tysięczną korporację spółdzielczą zwaną Katowicką Spółdzielnią Mieszkaniową – prowadzimy od wielu lat. Takim działaniem, w każdym z budynków KSM, jest realizowany od lat program – akceptowany poprzez Uchwały kolejnych Walnych Zgromadzeń i Rad Nadzorczych naszej Spółdzielni, a zainicjowany w przeszłości właśnie przez Spółdzielców (mieszkańców naszych osiedli) – szeroko rozumianych poczynań energooszczędnych w zasobach KSM. Na ich czele są roboty termomodernizacyjne, realizację których umożliwia funkcjonowanie, wyodrębnionego na te cele (w uiszczanych przez mieszkańców opłatach miesięcznych za użytkowanie lokali) odpisu na fundusz remontowy w części „A", a wcześniej w funduszu na remonty kapitalne.

 

Dobitnym przykładem efektu realizacji długofalowej polityki Spółdzielni na tym polu jest wyeliminowanie (już na początku lat 90) funkcjonujących w wielu mieszkaniach Spółdzielni – w szczególności w osiedlach Szopienice, Murcki i innych – pieców węglowych. Także modernizacja wszystkich osiedlowych (pozostających w zarządzie i obsłudze własnych służb ciepłowniczych KSM) lokalnych kotłowni oraz doprowadzenie w wielu przypadkach – jak np. w Szopienicach, w osiedlu Wierzbowa i osiedlu im. Ściegiennego – do zamiany źródła dostawy ciepła do mieszkań poprzez zastąpienie kotłowni osiedlowych ciepłem z sieci magistralnych, w większości przy budowie których Spółdzielnia partycypowała finansowo, a w niektórych przypadkach też była wykonawcą. Kolejnymi dowodami są modernizacja pozostających w gestii Spółdzielni osiedlowych sieci ciepłowniczych (na rzecz rur preizolowanych), a także sukcesywne zastępowanie indywidualnych łazienkowych piecyków gazowych centralną dostawą do lokali ciepłej wody użytkowej (np. osiedle Morawa, Janów). Podobnymi działaniami proekologicznym (zgodnymi ze Strategią Ekonomiczną naszej Spółdzielni) na rzecz zmniejszenia emisji do atmosfery dwutlenku węgla itp. były (i są w długofalowej kontynuacji) termomodernizacja oraz docieplenia elewacji i stropodachów, itp. w całości naszych zasobów mieszkalnych.

 

Wszystkie przytoczone w treści niniejszych refleksji działania służyły zarówno poprawie komfortu zamieszkiwania, jak i równocześnie zmniejszaniu zapotrzebowania na dostawy ciepła (czyli – co jest oczywistością - zmniejszeniu zużycia węgla i innych paliw w elektrociepłowniach i ciepłowniach lokalnych).

 

Dalszym przykładem proekologicznych inicjatyw jest zapoczątkowanie już w 2007 roku wykorzystywania dla celów grzewczych odnawialnych źródeł energii, dzięki instalowaniu na dachach nowo budowanych domów kolektorów słonecznych (osiedle Zawodzie i osiedle im. Zgrzebnioka). Rekapitulację wielu jeszcze innych poczynań proekologicznych zrealizowanych i wdrażanych w naszej Spółdzielni przedstawił w poprzednim wydaniu „Wspólnych Spraw" – dyrektor ds. technicznych KSM inż. Waldemar Wojtasik.

 

Ja natomiast pragnę jeszcze wskazać na postepowania indywidualne. Przecież przechodzenie na oświetlenie typu LED stało się powszechne. Nie sposób wyliczyć powstających dzięki temu oszczędności energetycznych (i w budżetach domowych także). Z prowadzonych przez Spółdzielnię, jak i własnym sumptem przez spółdzielców modernizacji i remontów mieszkań wynika, że starego typu oświetlenie, jak i urządzenia gospodarstwa domowego – lodówki, zamrażarki, pralki, zmywarki, piece kuchenne będące znacznymi „pożeraczami prądu" – zastępowane są (znacznym wysiłkiem finansowym) przez artykuły oszczędzające prąd, a w przypadku pralek i zmywarek także wodę, której zasoby w naszym kraju też są znacznie ograniczone. Świadomość społeczna spółdzielców jest zatem w dziedzinie ekologii znaczna. A suma – tych tylko pozornie niewielkich poczynań – niebagatelna, zarówno w odniesieniu do naszych kieszeni, jak i całej gospodarki narodowej.

 

Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że części naszych członków, zwłaszcza spośród licznej wśród nas rzeszy seniorów, ze względu na niskie emerytury i renty, nie stać na taką „ucieczkę do przodu" i oszczędzanie poprzez wcześniejsze zainwestowanie w nowoczesność. Poczynania państwa i samorządów terytorialnych, wespół z Narodowym i Wojewódzkimi Funduszami Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej coraz większymi, idącymi w skali kraju w miliardy złotych, dotacjami dla indywidualnych osób prowadzą do ograniczania niskiej emisji, czyli do walki ze smogiem oraz do zmniejszenia zużycia węglowego opału. W spółdzielniach mieszkaniowych (wobec wyprzedzającego myślenia o środowisku i jego ochronie) nie ma już w większości potrzeby likwidowania niskiej emisji, bo jej nie ma. Spółdzielców takie proekologiczne dotacje zatem nie obejmują.

 

Sądzę jednak, (a w rozmowach pogląd ten wyraża wielu spółdzielców), że nadeszła już pora, by doceniając dotychczasowy dorobek spółdzielców na tym polu, pomóc tym mieszkańcom zasobów spółdzielczych, których aktualnie nie stać już finansowo na zamianę „pożeraczy" prądu i wody na ekologiczne urządzenia. Nie poprzez jakąś dodatkową emeryturę na dowolne cele, ale w formie bardzo konkretnego dofinansowania owych technicznych modernizacji. Oczekiwanie na wyciągnięcie pomocnej dłoni w tej mierze jest artykułowane przez wielu seniorów, ale też i ludzi młodszych. Państwowa i samorządowa pomoc objęłaby wtedy swoim zasięgiem osoby obecnie z niej wykluczone, sprawiedliwie zrównałaby ich z beneficjentami programu walki z niską emisją. Korzyści z wprowadzenia takiego rozwiązania byłyby wielorakie w sensie społecznym oraz ekologiczno-klimatycznym.

 

Swoistymi komunałami, niemal banałami stały się stwierdzenia o (słusznym!) prawie każdego do godziwego życia i warunków zamieszkiwania. Wskazałam już na zbieżne w tym zakresie poczynania między innymi naszej Spółdzielni (jako zbiorowości społecznej jej członków i tychże samych osób już indywidualnie). Aliści na tworzenie i podnoszenie standardu bytowego składają się nie tylko te dotąd omówione poczynania. Decyduje o tym codzienność, jaka nam towarzyszy i od której nie sposób uciec. I tu znowu mogę się powołać na własne obserwacje i liczne sygnały od naszych mieszkańców. Ich puentą może być to, co mi wprost powiedział w zwieńczeniu jednego z niedawnych Zebrań Osiedlowych pewien pan – „Każdy chce i nikt nie chce". O co chodzi w tym dążeniu do godziwych warunków zamieszkiwania ?

 

Każdy chce postawić auto jak najbliżej budynku, tak by je widział z okna. Ale nikt nie chce, by w tak dogodnym miejscu zatrzymał się samochód sąsiada, gdyż wiąże się to z hałasem i spalinami. Każdy chce świętować uroczystości rodzinne do późnych godzin (radośnie, a więc z głośną muzyką i śpiewami), a nikt nie toleruje takiej sytuacji za ścianą. Pies w mieszkaniu ? Tak, ale tylko w moim, gdyż mój czworonóg jest niebywałym milczkiem. Gdy tymczasem ten u sąsiada to godzinami szczeka. Opakowania (dość znacznych rozmiarów) po zakupionych urządzeniach (AGD, radio-tv, komputerach itp.) tylko „chwilowo" – przez parę tygodni – przechowuję na korytarzu, a sąsiad swoimi kartonami tworzy w tej wspólnej przestrzeni zagrożenie pożarowe o czym donoszę stosownym służbom. A jak już dochodzi do wyniesienia z korytarza owych rupieci, to ja przenigdy, a jedynie ten zza ściany wrzuca je do dowolnego (selektywnego) kontenera, albo tuż obok niego.

 

Mając (prawo pozwala) wykupionych kilka mieszkań w spółdzielczych blokach dotychczasowy sąsiad wynajmuje je (zgodnie z literą prawa) osobom potrzebującym dachu nad głową, a sam(a) – wyprowadza się i mieszka z dala, bywa że nawet w zupełnie innym zakątku kraju, Europy czy na innym kontynencie. W gronie skupujących i potem wynajmujących mieszkania są także osoby, które ani dnia wcześniej nie przemieszkały w spółdzielczym budynku (to też prawem dopuszczalne). A to, co potem tam się dzieje w udostępnionych do wynajęcia mieszkaniach, wiedzą jedynie sąsiedzi, a za ich pośrednictwem czasami też administracja Spółdzielni, Straż Miejska i Policja.

 

W tych ostatnich przykładach, z wynajmowaniem mieszkań, dochodzi już do tak kuriozalnych sytuacji, że właściciel(ka) lokali niekiedy nie uiszcza opłat miesięcznych niezbędnych do pokrycia przypadających na te lokale kosztów eksploatacyjnych, remontowych i innych, związanych z użytkowanym lokalem a należnych (statutowo i ustawowo) Spółdzielni, bo ich najemcy (podnajemcy tychże lokali) zalegają z umówionymi płatnościami. Zdarza się też, że właściciel(ka) kieruje do Spółdzielni żądanie odcięcia wody, prądu gazu i nawet wyeksmitowania niesolidnego najemcy, no bo przecież zajmuje on mieszkanie w zasobie Spółdzielni. A przecież taki najem jest ryzykiem właściciela lokalu, (lokali) – wszak to on sam i bez udziału Spółdzielni wynajmował komuś swoje mieszkanie). Więc tutaj na wyrozumiałość innych mieszkańców (tolerancję dla nieuiszczania opłat) liczyć nie powinien i nie może. Zjawisko to jest niestety rozwojowe.

 

Chyba w każdym naszym budynku co kilka(naście) dni, do skrzynek pocztowych wrzucane są ulotki różnych firm lub kartki odręcznie napisane i wielokroć kserowane z propozycją natychmiastowego odkupienia mieszkania za gotówkę płatną od ręki. To dowód na opłacalność inwestowania w mieszkania. Ekonomiści wyliczają, że w obecnych czasach dochód z wynajmu w Polsce mieszkań kilkunastokrotnie przebija zysk z lokat bankowych. W tym interesie panuje ogromny ruch. Siłą rzeczy obserwujemy go. Stale potężnieje. Jest jednym z niepożądanych skutków ustawowych zmian prawa. Można dywagować, czy nie było (nie jest) to narzędzie zgodne z zamysłem prawodawcy mającym doprowadzić do sytuacji, w której całość zasobów spółdzielczych zostanie własnościowo wyodrębniona, potem obligatoryjnie przekształcona we wspólnoty i tym samym (oczywisty ale ukrywany) cel – zlikwidowanie spółdzielczości mieszkaniowej w naszym kraju – zostanie osiągnięty ? Po cóż jeden zarząd ma się trudzić (przykładowo) stoma spółdzielczymi nieruchomościami ? Przecież może go zastąpić sto zarządów nowo powstałych w tych budynkach wspólnot mieszkaniowych.

 

Ograniczenia możliwości działania i rozwoju spółdzielczości mieszkaniowej są stałą tendencją od początku lat dziewięćdziesiątych minionego wieku, a zainicjowaną sławetną „specustawą" o zmianach w organizacji i działalności spółdzielczości (Dz.U. z 1990 r. Nr 6 poz. 36) uchwaloną równo trzydzieści lat temu, bo 20 stycznia 1990 roku. Jej skutki, a także następnych (anty)spółdzielczych ustaw, są rozszerzająco coraz bardziej widoczne. Czas i postępujące zmiany będą weryfikowały, czy spółdzielczość mieszkaniowa w Polsce przetrwa. Zbiegiem okoliczności rozstrzygnięcie tej kwestii może nastąpić w tym samym czasie, co tendencji klimatycznych, od których zaczynałam swoje refleksje.

 

A może jednak znajdą się rozwiązania, które te niekorzystne zjawiska jeśli nie wyeliminują, to chociaż ograniczą. Będąc optymistką z natury – chcę i w to wierzę, ale wiarę trzeba wspomóc odpowiednimi działaniami. I tu liczę na zbiorową mądrość spółdzielców.

 

Z poważaniem

KRYSTYNA PIASECKA



     

 
 
Wiadomości


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.
Więcej informacji: Polityka prywatności (Cookies-RODO)