2020-01-28

Pełzający wzrost cen
Efekty „motyla" oraz „domina"

 

Prezes Zarządu KSM:

mgr Krystyna Piasecka

 

Witam serdecznie wszystkich członków i mieszkańców Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej – czytelników „Moich refleksji" w Nowym 2020 Roku. W roku o 1 dzień dłuższym od lat zwyczajnych, bo przestępnym – więc z 29 dniami w lutym, czyli w sumie 366-dniowym. I już z tego tylko faktu (umownego ustalenia za sprawą kalendarza gregoriańskiego przyjętego bullą papieską „Inter gravissimas" w 1582 roku) posiadającego aż 253 dni robocze. Zatem jesteśmy na początku roku pracowitego, w którym miesiącem najbardziej roboczym będzie lipiec, bo aż z 23 dniami pracy. Szczęśliwcami będą ci, którzy wówczas zdołają wziąć urlop, rekompensatą dla wszystkich będzie, jak co roku dłuższy dzień niż w innych miesiącach, a więc więcej godzin np. do spacerów czy relaksu po pracy.

 

Reforma z XVI wieku, o której mało kto myśli (a zapewne setki milionów z blisko już 8 miliardów ludzi nie ma o niej pojęcia), trwa i mieć będzie swoje wielorakie i niepoliczalne skutki pewnie dopóty, dopóki będzie na Ziemi istniała ludzka cywilizacja.

 

W sferze rozważań matematycznych i fizycznych znajduje się też zapewne stosunkowo „młode" odkrycie, bo opublikowane w 1963 roku o tak zwanym „efekcie motyla". Ogłosił je po serii (już wtedy komputerowych!) prognoz pogody amerykański meteorolog, klimatolog Edward Lorenz i obrazowo stwierdzał, że „nawet machnięcie skrzydeł motyla w Brazylii może wywołać tornado w Teksasie." To dlatego nie są wiarygodne długoterminowe prognozy pogody, bo jak dotąd nie da się określić absolutnie wszystkich, nieustannie zmieniających się, bieżących warunków tak dokładnie, aby uniknąć błędu w dalszych obliczeniach.

 

Od kwestii klimatycznych – jakże współcześnie już naglących, a nawet w sensie dosłownym palących – „efekt motyla" jest wykazywany w najróżniejszych dziedzinach. Oczywiście nie mam na myśli rozważań, którymi zajmują się np. najtęższe matematyczne umysły (m.in. tak zwany układ trzech równań różniczkowych zwyczajnych). Chodzi mi konstatacje bardziej społecznej natury i dowodzące, że drobna zmiana może sprowadzić (i faktycznie wywołuje) całą lawinę wydarzeń, których konsekwencji inicjator zmiany nie przewidział, nawet przez myśl mu nie przeszły.

 

Niby niewiele ważące zdarzenia i decyzje w konsekwencji niejednokrotnie wywołują prawdziwe rewolucje, zmieniają życie. Czasami nawet ratują od śmierci albo przeciwnie – powodują śmierć. Powszechnie uważa się, że świat zmieniają wielkie wydarzenia dotyczące większości mieszkańców planety – wojny, kataklizmy, ruchy społeczne i inne olbrzymie przedsięwzięcia mogące „poruszyć" globem i ludnością. To być może truizmy – ale rzeczywistość jest jednak taka, iż nie tylko te makro wydarzenia, ale każda, najmniejsza, po prostu mikro decyzja zmienia świat. Wszystko co jest jakąkolwiek zmianą, w danej chwili nic nie znaczącym drobiazgiem, może dać (i w rzeczywistości przynosi) nieprzewidywalne, dalekosiężne i długotrwałe skutki. Powszechne lub dla pewnych dziedzin, środowisk, grup społecznych. Te o mniejszym zasięgu mogą być dla innych – żyjących i funkcjonujących nawet tuż obok – niezauważalne.

 

Wszyscy gdzieś mieszkają (abstrahuję tu od kwestii bezdomności). Według rocznika Głównego Urzędu Statystycznego z roku 2019 – w naszym kraju na koniec roku 2018 było 14 milionów 615 tys. mieszkań. Najwięcej w posiadaniu osób fizycznych 8,6 mln, potem 2,9 mln we wspólnotach mieszkaniowych (z reguły powstałych po wydzieleniu się z zasobu gminy, ze spółdzielczości mieszkaniowej w wyniku ustawy „uwłaszczeniowej"), powstałych z byłych „zakładówek" i trochę, ponad 2 mln mieszkań w gestii spółdzielni mieszkaniowych (zaś po uwzględnieniu wyodrębnionych mieszkań zarządzanych przez spółdzielnie, liczbę tę należy powiększyć do około 3,5 mln). Spółdzielni mieszkaniowych było 4,7 tys. (ta wielkość pochodzi z rejestru Regon za 2017 rok).

 

Jeśli polski prawodawca przyjmuje ustawę dotycząca spółdzielczości mieszkaniowej, to zainteresuje się nią nie ogół Polaków mających gdzie mieszkać, ale (i to w różnym stopniu) co najwyżej niewiele ponad 2 miliony (posiadaczy lub użytkowników) spółdzielczych mieszkań. Dogłębnie analizują i wcielają w życie władze owych spółdzielni. A takie wprowadzanie ustawy w życie kosztuje. Ktoś (nie za darmo) to musi zrobić, zaś takiej „ustawowej" pracy jest ogrom. Przypomnę tylko, że z dnia na dzień mocą ustawy z 20 lipca 2017 roku wykreślonych zostało z grona członków Katowickiej Spółdzielni Mieszkaniowej 2845 członków, w zamian – bez obowiązku wnoszenia opłaty wpisowej i udziałów członkowskich, przybyło 6477 nowych (poprzez nadanie z nową mocą statusu członka temu z małżonków, który dotąd nim nie był – co wymagało uprzednio przebadania pod tym kątem wszystkich ponad 18 tys. akt członkowskich i mieszkaniowych, by kogoś nie pominąć lub nie „obdarzyć" tym statusem niesłusznie). Oczywiście, powyższe decyzje ustawowe miały wpływ na uszczuplenie podstawowych funduszy spółdzielni (udziałowego i zasobowego) – i rodzi się pytanie czy taka była intencja ustawodawcy ? Ci skreśleni – to członkowie oczekujący, a przymusowo wpisani – to współmałżonkowie, jak i posiadacze spółdzielczych mieszkań i lokali użytkowych, własnościowych, którzy wcześniej nie musieli być członkami spółdzielni i o przynależności do Spółdzielni mogli decydować samodzielnie. W tej buchalterii przewinęło się zatem ponad 9300 osób. I tyleż kartotek (elektronicznych i nadal jeszcze papierowych) do opracowania, i tyleż korespondencji do wysłania. To też rzecz jasna kosztowało.

 

Kto za to zapłacił ? – spółdzielcy, w ramach swoich comiesięcznych opłat! Bowiem spółdzielnie od lat nie są przez Państwo dotowane. Wszelkie koszty działalności Spółdzielni pokrywane są z tego, co za użytkowanie lokali wpłacają jej członkowie (i z ustawowym zastrzeżeniem, które jest respektowane, że są to koszty realne, nie iluzoryczne i bez zysków czy jakichkolwiek marż dla Spółdzielni). Tego typu koszty zawsze w przeszłości obciążały poprzez wpływy na wskazane fundusze, tylko tych, co sami zabiegali, o uzyskanie członkostwa (obligatoryjnie tylko w przypadku spółdzielczych mieszkań lokatorskich).

 

Teraz jest to kosztem zrzeszenia spółdzielczego – czyli ogółu spółdzielców. Z braku poprzednich źródeł, ustawowo wykreślonych, konsekwencją są stosowne zmiany opłat, są wręcz m.in. z tych względów – koniecznością. Nie są to jakieś zmiany skokowe. One powoli, na ogół w groszach czy złotówkach liczonych od metra kwadratowego powierzchni użytkowej mieszkania pną się (czy raczej pełzną) w górę (bo dołożyć trzeba koszty powiadomień, aktualizacji i zmian w programach komputerowych, tysiące wydruków indywidualnych, uzasadnień, modyfikacji sprzętu, itd. itp. – a to tylko jeden z elementów kosztowych – Państwo wiecie co mam na myśli).

 

Pamiętacie Państwo wprowadzanie RODO czyli Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych. Weszło w życie 25 maja 2018 roku i objęło wszystkich i wszędzie. Ileż działań wymagało jego wdrożenie i wymaga stała już kontynuacja ? Naturalnie nie na koszt unijnego i polskiego prawodawcy. W przypadku przedsiębiorstwa (Spółdzielnia nim jest) wydatki pokrywają właściciele firmy – zatem tu członkowie Spółdzielni, bo przy rosnących (nawet tylko pełzająco) kosztach, to żeby je zrównoważyć także wpływy muszą się powiększyć, bo saldo musi się zgadzać, musi być zerowe. Ale zwróćcie Państwo uwagę także na to, że chociaż wszystkie wskazywane koszty powstały daleko od naszej Spółdzielni, to stały się one – czy tego chcemy, czy nie – naszymi, wewnętrznymi kosztami. Tymi, o których się zwyczajowo mawia, iż są zależne od Spółdzielni.

 

Członkowie naszej Spółdzielni od jej powstania ponoszą znaczne koszty – w imię komfortu zamieszkiwania i ochrony środowiska naturalnego – a które w innych zasobach, zwłaszcza w prywatnych (a więc wg GUS-u najliczniejszych) nie są powszechnością. Wszystkie nasze budynki są ogrzewane ciepłem z dala czynnym, a nazywając rzecz nie urzędowo, a po ludzku – pochodzącym z ciepłowni. Wszystkie domy zostały objęte termomodernizacją i dociepleniami. Szamb u nas od lat nie ma (ongiś były np. w Szopienicach), a śmieci są odpowiednio segregowane i składowane, by mogły być przez służby miejskie wywożone bez problemów (istotna jest tutaj np. kwestia dojazdów). To nie dzieje się za darmo. Naszych, czyli Państwa mieszkań – wybaczcie gorzką ironię – nie ogrzewa się spalając opony i odpady plastikowe w kuchennym piecu, a ścieków nie odprowadza się cichcem do pobliskiego strumyka... Nie od dziś jesteśmy eko! Z aplauzem przyjmujemy różne pro ekologiczne wyzwania i propagujemy je, tak jak tegoroczną akcję Fundacji KSM „Bądźmy fantastik, redukujmy plastik". Dziwnym zrządzeniem losu Spółdzielnia nasza jest nieustannie (losowo?!) wybieranym „beneficjentem" obowiązku sporządzania licznych sprawozdań i ankiet GUS, WUS, US i innych organizacji kontrolujących życie gospodarcze kraju, jakość zasobów mieszkalnych, poziom wydatków, kształtowanie się opłat. Ostatnio zostaliśmy „wyróżnieni" obowiązkiem sporządzenia na potrzeby najbliższego powszechnego spisu mieszkań adresowego wykazu wszystkich zarządzanych przez Spółdzielnię lokali, z podaniem kto mieszka, danych adresowych i metrycznych lokali, nawet nr PESEL poszczególnych właścicieli (których to danych w świetle RODO nie powinniśmy posiadać – bez takiej potrzeby i w wielu przypadkach nie posiadamy).

 

W tym kontekście pragnę, byśmy wspólnie, ale i władze miasta, również uzmysłowili sobie, iż na przykład dla smogu w Katowicach, dla pogody w Polsce, dla (nieodwracalnych) zmian klimatycznych na całym globie każdy z nas jest owym wspominanym już motylem, który trzepocząc skrzydłami może wszystko zmienić (i zmienia). Tyle, że tym naszym trzepotaniem jest też niepotrzebnie świecąca się w mieszkaniu żarówka, otwieranie okien dla przewietrzenia pokoju przy odkręconych kaloryferach, plastikowa reklamówka raz użyta i wrzucona do kontenera z bioodpadami, pośród których będzie się rozkładała przez pół tysiąca lat. I setki, ba tysiące innych przykładów, o których Państwo wiecie, bowiem świadomość ekologiczna, a w tym klimatyczna, jest coraz większa. Dajecie Państwo temu wyraz – także teraz – w dyskusjach na zebraniach osiedlowych i indywidualnych kontaktach osobistych i korespondencyjnych. Niestety – bo to tutaj i teraz mieszkających boli – pośród prawdzie wielkich przyczyn („trzepotań motyli") z prawdziwie wielkimi skutkami („tornadami") – na czoło wysuwa się gospodarka energetyczna naszego kraju oparta na największym skarbie śląskiej ziemi – na węglu kamiennym, który Śląskowi dawał kilkuwiekowy rozkwit, ale i zniszczenie ekologiczne zarazem.

 

Jesteśmy uzależnieni od dostaw energii elektrycznej i cieplnej. Nie wyobrażamy sobie życia bez nich. Kto z mieszkańców naszych pięknych budynków (to nic, że są blokami z wielkiej płyty) pamięta czasy ogrzewania mieszkania kachlokiem i żeleźniokiem, zaś ich oświetlania karbidkami i lampami naftowymi ? Przecież dominowały jeszcze po II. wojnie światowej, a upływa od niej dopiero 75 lat. Owe ongiś standardowe wyposażenie dawnych śląskich mieszkań dziś obejrzeć możemy już tylko w Muzeum Historii Katowic. Zachęcam do jego zwiedzania. Wstęp do MHK na wystawy stałe we wtorki jest bezpłatny.

 

Korzystamy, co oczywiste, z wszystkich dobrodziejstw cywilizacyjnych. Prąd, gaz, zimna i ciepła woda, kanalizacja, wywózka odpadów. Narzekamy, to też oczywiste, że kosztują coraz więcej. Muszą. Nawet wtedy, gdy rządzący nami politycy przez cały rok (a zwłaszcza w kampanii wyborczej) obiecują, że podwyżek cen nie będzie. Nie przytoczę tu indeksu cen, jakie wzrosły od 1 stycznia. Wskażę jedynie na energię elektryczną, która dla gospodarstw domowych absolutnie nie miała wzróść, a podrożała. Wprawdzie będą rekompensaty (jakie ?) ale dopiero za rok. Płacić od zaraz musimy więcej, a potem coś tam zostanie nam odliczone z uiszczanych następnych opłat, których wysokość, co także oczywiste, nie jest obecnie znana.

 

No, a np. droższy prąd wywołuje inny efekt, tym razem „domina", w którym obalenie jednego klocka przewraca całą misterną konstrukcję. Wszyscy bowiem, którzy cokolwiek z wykorzystaniem energii elektrycznej produkują, przewożą, dostarczają, potrzebują do prowadzonych usług – będą mieć wyższe koszty, które (jako że to też oczywista oczywistość) przeniosą na swoich klientów. Na społeczeństwo. Ceny (i nasze wydatki) znów sobie w górę popełzną... A może „tornada" wywoływane przez odległe „motyle" tak naprawdę są jeszcze w naszej spółdzielczej i katowickiej rzeczywistości mało bolesne? To rzeczywiście dylematy do długotrwałych refleksji. Zmiany prawa (pewnie konieczne, akceptowane przez większość społeczeństwa) prowadzą wszak do stałego zmieniania bliższego i dalszego otoczenia – otoczenia pracy, jej organizacji, stosowanych narzędzi, nawyków i zachowań – od najniższych do najwyższych szczebli w hierarchii gospodarczej. A zmiany – wiadomo – kosztują, w skali gospodarczej kraju, ale i w jej najdrobniejszych trybach i przejawach życia.

 

Skromną (daleko niepełną listę) w zakresie dotykającym Spółdzielni przedstawiają pozostali Członkowie Zarządu KSM. Każdy przeciętnie zorientowany Spółdzielca potrafi sobie „dośpiewać" resztę, a działacze samorządowi Spółdzielni – członkowie organów władzy (wszystkich szczebli) wraz z administracją Spółdzielni – muszą zmagać się tu i teraz z ich skutkami każdego dnia, rozważając wszystko w kontekście interesu ekonomicznego i majątkowego ogółu członków i niepogarszania standardów ich zamieszkiwania.

 

Z poważaniem

KRYSTYNA PIASECKA



     

 
 
Wiadomości


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.
Więcej informacji: Polityka prywatności (Cookies-RODO)